Zmarła Wiesława Różewicz – uśmiechnięta żona poety


Na zdjęciu: wdowa po Tadeuszu Różewiczu Wiesława Różewicz i prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz podczas odsłonięcia marmurowego popiersia Tadeusza Różewicza w Galerii Sławnych Wrocławia, 14.11.2017, fot. PAP/M. Kulczyński
W wieku 100 lat zmarła Wiesława Różewicz żona poety Tadeusza Różewicza, we czwartek, 11 kwietnia, poinformował Zakład Narodowy im. Ossoliński we Wrocławiu. Byli małżeństwem przez 65 lat. Poeta w kilku utworach pisał o żonie, szczególnie o jej uśmiechu.










Wiesława Różewicz
(z domu Kozłowska, ur. w 1924 roku) była w czasie II wojny światowej łączniczką AK. Tadeusza Różewicza poznała w czasie okupacji. Podobno Wiesława – piękna blondynka – najpierw zainteresowała się bratem Tadeusza, Januszem.

„Poznaliśmy się u niego w domu w 1943 roku. Byłam kurierką jego starszego brata Janusza i on mnie kiedyś zabrał do swoich rodziców. A tam Tadeusz siedział przy piecu, ironicznie uśmiechnięty. Potem zawiozłam mu jakąś konspiracyjną pocztę… albo on do mnie przywiózł pocztę” – wspominała w 2018 roku w rozmowie z Kaliną Błażejowską. Potem poeta dał jej do przepisania na maszynie swój debiut „Echa leśne”. Poeta do końca życia pisał ręcznie, a Wiesława przez pół wieku przepisywała jego utwory.

Wiesława wspominała, że szybko zorientowała się, że ma do czynienia z wybitnym poetą.

„Ale czy gdyby był niewybitnym, tobym go mniej kochała? Nie o to chodziło” –  mówiła po latach. Po wojnie Wiesława dostała pracę w Gliwicach, najpierw w Czerwonym Krzyżu, później w drukarni. Tadeusz studiował w Krakowie i często ją odwiedzał, zamieszkali razem, a 15 lutego 1949 roku wzięli ślub. Pytana o sekret trwałości małżeństwa Wiesława mówiła: „Po prostu lubiliśmy ze sobą rozmawiać. O wszystkim. Mąż miał wiedzę z różnych dziedzin, więc dużo się od niego dowiadywałam”. Podobno nigdy się nie pokłócili. Problemy rozwiązywali rozmową, choć Wiesława częściej ustępowała. „Jak się orientowałam, że mąż chce mieć rację, to mu ją dawałam. Co mi szkodziło. I tak wszystko zostawało w tych naszych ścianach”. Nie kwestionowali nigdy sensu bycia razem. „Chyba się nad tym nie zastanawialiśmy. Uważaliśmy, że jak coś jest, to jest. Nie mieliśmy wątpliwości” – wspominała Wiesława.

Byli małżeństwem przez 65 lat. Wiesława, zajęta dziećmi, domem i mężem, nie czuła, że coś poświęca, traci. Pracowała, kiedy mąż nie zarabiał, gdy znalazł pracę na pięć lat została w domu z dziećmi. Różewicz był bardzo dyskretny, w jego wczesnej twórczości żona pojawia się bardzo rzadko. Poeta otworzył się jednak po latach: w wierszu „Czego byłoby żal” zamykającym tom „Zawsze fragment” z 1996, odpowiadając na pytanie tytułowe, pisze, że: „uśmiechu Wiesławy / kiedy mówi dzień dobry / i dobranoc // i kiedy nic nie mówi”.

Motyw uśmiechu żony pojawia się też w innych wierszach. W tomie „Ostatnia wolność” (Biuro Literackie, 2015) znalazły się trzy niedrukowane przez poetę za życia wiersze skierowane do żony. W „Listy od W…” – utworze z 1989 roku, pisanym w czterdziestą rocznicę ślubu i „czterdziestą piątą rocznicę miłości”, jak czytamy w dedykacji, poeta wyznaje żonie, że czytając jej listy, „widzi jej uśmiech” i dodaje: „twoje zdania / mają składnię życia/ twoje listy mówią prawdę", a „uśmiech na twojej twarzy / rozjaśnia nasz dom / i moje życie”. W „Znalezisku” wyznaje wprost: „szukałem / szukałem siebie / znalazłem CIEBIE / idziemy / razem od tylu tylu / lat”.

W wierszu z 2009 roku „Na 60. rocznicę ślubu”, Różewicz znowu pisał o uśmiechu Wiesławy: „Uśmiech na twojej twarzy rozjaśnia nasz dom i moje życie. Cień na twojej twarzy gasi światło we mnie, w mojej poezji, na naszej ulicy, która nazywa się Promień. Kiedy cierpisz, wszystko leci mi z rąk, świat nieruchomieje. Kiedy jesteś zła, zapada w ciemność, nie wiem, co z sobą zrobić”.

Prof. Barbara Misztal, związana z Różewiczami, wspominała Wiesławę: „Ciocia Wiesława była dla mnie wzorem kobiety aktywnej zawodowo, zarazem troszczącej się o rodzinę. Szukałam wtedy wzorców i zaczęłam budować taki obraz życia, z jakim zetknęłam się u Różewiczów. Obserwowałam dom o dziewiętnastowiecznej tradycji celebrowania życia rodzinnego, jednocześnie współczesny i na najwyższym poziomie intelektualnym, co rozwijało moje ambicje. Tam nauczyłam się odróżniać wiedzę od pozoru. Widziałam powitania Wiesławy z Tadeuszem. Zdarzyło się raz, w domu na ulicy Promień, że siedzieliśmy z wujkiem przy stole w pokoju gościnnym. Ciocia weszła i jak zwykle uśmiechnęła się do niego. Zwrócił twarz w moją stronę i powiedział: +Popatrz, Wiesława jest genialna, ona zawsze ma uśmiech na twarzy+. Tadeusz odpowiadał uśmiechem. Robiło się spokojnie, rodzinnie i serdecznie. Udzielał mi się ten nastrój i po takich spotkaniach czułam się silniejsza”.

W listach do przyjaciela, Ryszarda Przybylskiego Różewicz nazywa Wiesławę „wielką wygraną życiową”. „Nigdy Ci o tym nie mówiłem, Ona wydaje mi się ciekawsza od Beatricze – tego Włocha Dantego – tyle że ja jestem (jednak) gorszy, mimo że zostałem nominowany do +Nike+” – pisze poeta.

„Nie wiem, czy nie jest egoizmem, wygodą, że chcę umrzeć przed Tobą”– pisał Różewicz, który odszedł 24 kwietnia 2014 roku w wieku 93 lat. Wiesława zmarła niemal dokładnie 10 lat po nim.

Na podstawie: PAP