Zasłynął złowieszczą sławą


Na zdjęciu: Michaił Murawiow w urzędniczym mundurze, fot. magwil.lt
W wielowiekowych dziejach Wilna w nieskończoność można mnożyć tych, którzy poprzez różnorakie szlachetne poczynania zasłużyli na wdzięczność potomnych. Obok nich, acz na zupełnie innej liście, nie brakuje też jednak okrytych niesławą, a w jej czołówce znajduje się bez wątpienia Michaił Murawiow, przysłany przez władze carskie do grodu nad Wilią, by tu, nie przebierając w środkach, tępić byle przejaw wolnościowych zrywów Powstania Styczniowego. Bezwzględność i okrucieństwo w tym sprawiły, że przylgnął doń budzący zgrozę przydomek "Wieszatiel", albowiem z jego rozkazu na szubienicach zawisły krocia bohaterów, gotowych przeciwstawić się ciemiężeniu Ojczyzny.

Paradoks to tym większy, gdyż nie brak stwierdzeń, rzekomo Murawiow "kochał chłopów" i "wierzył w Opatrzność". Więc jak to jest? Wierzył w Boga i – wieszał? Wieszał, rozstrzeliwał Polaków, których z całej swej bogobojnej duszy nienawidził – księży, szlachciców. A sam – z jakiego rodu się wywodził, jakie miał korzenie?

W "Wywodzie Familiji Urodzonych...", wydanym dziadowi stryjecznemu przyszłego "Wieszatiela" w 1789 roku, stoi jak wół, że "nazwisko ich pochodzi z dawnego rodu szlacheckiego Alapowskich z przydomkiem "Murawiej". W wersji oryginalnej brzmi dokładnie "iz drewniego roda", z pominięciem tradycyjnie używanych słów "russkogo roda". "Murawiej" – "Murawiec" – to znaczy polski przydomek przy polskich herbowych nazwiskach.

Przedstawiciele tego rodu największych zaszczytów dorobili się na dworze carskim w czasach Katarzyny II. Niektórzy z nich zdobywają sławę nawet na polu literackim, naukowym. Rodzony dziad przyszłego "Wieszatiela" Nikołaj Murawiow – geodeta, był autorem udanych wierszy oraz pieśni, "które bardzo były chwalone" (jak odnotowuje ruski lietopisiec). Ale największy rozgłos temu Nikołajewowi przyniósł podręcznik "Podstawowe zasady matematyki", wydany w 1752 roku. Od 1764 roku tenże Nikołaj był głównym dyrektorem przedsiębiorstwa, zajmującego się budową dróg państwowych Rosji. W ostatnich latach życia piastował stanowisko generalnego gubernatora w Rydze.

Syn tego Nikołaja, także Nikołaj, ojciec Michaiła, przyszłego "Wieszatiela" studiował w Strasburgu matematykę i sztukę wojenną. W 1790 brał udział w bitwie morskiej ze Szwedami. Miał pięciu synów i jedną córkę.

Z tych pięciu jako trzeci urodził się w 1796 roku przyszły "Wieszatiel" – Michaił Nikołajewicz Murawiow. W 1810 roku Michaił wstąpił na Uniwersytet Moskiewski, na wydział fizyczno-matematyczny. Uzdolnienia musiał mieć wyjątkowe, bo już w tym samym roku został autorem ustawy Moskiewskiego Towarzystwa Matematyków – pierwszego tego typu zrzeszenia w Rosji. Prezydentem tego Towarzystwa został Murawiow senior, zaś wiceprezydentem naonczas czternastoletni Michaił, wykładający słuchaczom (a byli wśród nich również poważni wykładowcy) geometrię analityczną, przedmiot do tej pory na uniwersytecie rosyjskim nie wykładany.

W 1812 Michaił Murawiow znalazł się w Wilnie, gdzie służył w sztabie Leontija hrabiego Bennigsena, w którym, oprócz innych obowiązków pełnił rolę tłumacza z francuskiego, ponieważ Bennigsen nie znał rosyjskiego (polski musiał chyba znać, bo miał żonę Polkę – młodą i piękną Andrzejkowiczównę, szlachciankę grodzieńską). Weźmie też przyszły "Wieszatiel" udział w bitwie z Napoleonem pod Borodino, w której zostanie ranny. 

Po wojnie wraz z braćmi działał w pierwszych spiskowych organizacjach, zawiązanych w armii carskiej – Unii Zbawienia i Unii Dobrobytu. W 1820 ożeni się z Pelagią hr. Szeremietiew, rok później poda się do dymisji i osiądzie w majątku żony w smoleńskiej guberni. W czasie panującego w tej guberni głodu, Michaił Murawiow zdobędzie się na uczynek wielce szlachetny: na wyżywienie chłopów wyłoży własnych 20 tysięcy rubli i blisko drugie tyle – na pomoc tymże chłopom od moskiewskich znajomych. 13 stycznia 1824 Michaił Murawiow zostaje nagle aresztowany pod zarzutem przynależności do tajnych związków spiskowych, przewieziony do Petersburga i tam osadzony w Twierdzy Pietropawłowskiej. Nie na długo jednak, bo oto w zagadkowy sposób otwiera mu się rana (tamta – z 1812 roku – po 12 latach!). Zostaje więc skierowany do szpitala wojskowego, gdzie przebywa w osobnej celi – jedynce. 31 maja tegoż 1824 roku Murawiow wychodzi na wolność.

Jakiej treści cyrograf musiał był z władzami carskimi podpisać – domyślić nietrudno z późniejszej metamorfozy. Bo przecież nie za łapówkę został zwolniony. Do tajnego spisku należał jego brat Aleksander i szwagier, brat żony Pelagii hr. Szeremietiew. I brat Aleksander, i szwagier zostali skazani na dwadzieścia lat Sybiru, zaś brat stryjeczny Murawiow-Apostoł powieszony.

Z inteligentnego, idealistycznego młodzieńca Michaił Murawiow przekształca się w zaciekłego obrońcę "samodzierżawia". A największą wrogość budzą w nim Polacy, których uważa za element antyrosyjski, antycarski. Już w 1825 Michaił Murawiow zostaje wicegubernatorem Witebska, rok później – Mohylowa. W sierpniu 1831 jest natomiast gubernatorem grodzieńskim i kieruje tłumieniem Powstania Listopadowego na ziemiach Wielkiego Księstwa Litewskiego. W 1828 roku udało mu się wyrugować z systemu prawnego obowiązujący na tych ziemiach od ponad dwóch stuleci III Statut Litewski i zastąpić go przez przepisy rosyjskie, co miało rzekomo "ulżyć doli chłopów".

W 1835 roku Murawiow opuścił "Siewierozapadnij Kraj" i został gubernatorem w Kursku, skąd po czterech latach wyjechał do Petersburga. Pracował w aparacie carskim, zajmując się drakońskim ściąganiem podatków. Został członkiem tajnej rady cesarskiej, dyrektorem departamentu podatkowego, senatorem i ministrem dóbr państwowych. Opracowywał skuteczniejsze sposoby zarządzania chłopami skarbowymi, zarazem kategorycznie sprzeciwiając się przygotowywanej reformie włościańskiej. Gdy sprawa uwolnienia chłopów od pańszczyzny stała się realną, urażony Murawiow podał się do dymisji.
Ale niebawem po wybuchu w Polsce w styczniu powstania, które parę miesięcy później poruszyło Litwę, Murawiow, na propozycję cara, obejmuje stanowisko generała-gubernatora "Siewierozapadnogo Kraja". Do Wilna wyjechał 12 maja 1863. Później, w swych "Pamiętnikach" napisze, że "składał siebie w ofierze"...
Od tamtej pory zasłynął złowieszczą sławą. Pod nadzorem miał Murawiow sześć guberni Wielkiego Księstwa Litewskiego (wileńską, kowieńską, grodzieńską, mińską, mohylowską, witebską; a ponadto, od września 1863 – augustowską). Na terenie "Siewierozapadnogo Kraja" otrzymał od cara nieograniczone pełnomocnictwa w zakresie działań, mających na celu stłumienie powstania.

"Pamiętniki" Michaiła Murawiowa zostały opublikowane w 1896 roku. W swoim wstępie do nich pisał Stanisław Tarnowski:
Murawiow uważał, iż był działaczem, którego Opatrzność wybrała na pognębienie wrogów Rosji, na utrwalenie prawosławia i wzniesienie do niedościgłych wyżyn idei rosyjskiej. Każdy, kto nie podzielał w zupełności jego zdania lub nie pochwalał bezwarunkowo jego okrucieństw, przedstawiony jest jako niedołężny głupiec, wróg Rosji, niemal zdrajca. Zdaniem Murawiowa, powstanie wywołane zostało przez polskich panów, a było rozszerzone przez duchowieństwo jedynie w celu przywrócenia dawnych ich praw i przywilejów, aby znów wspólnymi siłami mogli "nieszczęśliwy lud rosyjski" po dawnemu uciemiężać i wyciskać zeń soki żywotne.

Pisał Murawiow w swoich "Pamiętnikach":

Pierwszą rzeczą, którą zrobię po przyjeździe do Wilna, będzie to, że rozstrzelam księdza. Pragnąc przeciwnie dowieść Polakom, że rząd nasz ich się nie obawia, zająłem się niezwłocznie rozpatrzeniem wyroków na największych przestępców; potwierdziłem je i kazałem natychmiast wykonać je w Wilnie na placu targowym, w samo południe, ogłaszając egzekucję przy odgłosie bębnów. Zacząłem od księży, jako od głównych działaczy buntu; w ciągu tygodnia rozstrzelano dwóch księży. Polacy nie wierzyli, że się na to zdecyduję; gdy zaś zobaczyli to w samej rzeczy a nie w słowach, opanował ich wszystkich strach. Płaczu i krzyku było dużo w mieście i wiele osób nawet z miasta wyjechało.

Wprowadzał zakaz nabywania gruntów przez katolików, skonfiskowane majątki oddawał za bezcen Rosjanom, sprowadzał rosyjskich kolonistów. Szkolnictwo całkowicie upaństwowił i zrusyfikował. Szczególnego wroga upatrywał w Kościele katolickim, likwidował klasztory, zamieniał kościoły na cerkwie, budował nowe, przeprowadzał kampanie niszczenia kapliczek przydrożnych.

W innym miejscu w "Pamiętnikach" zwierzał się:

Pozostał mi tylko jedyny, ostatni środek, a mianowicie kazać niszczyć do gruntu dwory obywatelskie i szlacheckie osady; wsie zaś, które przyjmowały największy udział w powstaniu, po przeprowadzeniu śledztwa wysiedlać do guberni syberyjskich. Osoby zaś, które znajdowały się w drobnych bandach, przy pojmaniu ich kazałem sądzić doraźnym sądem polowym i – rozstrzeliwać na miejscu. Na wsie i okolice ich na 10 do 15 wiorst dokoła, które świadomie zezwalały na pobyt rozbójników i nie donosiły o tym do najbliższych komend wojskowych, kazałem nakładać ogromne kontrybucje.
Pisze Adam Dylewski:

Poczynania wileńskiego generał- gubernatora wystarczyłyby dzisiaj do postawienia go przed trybunałem, może nawet międzynarodowym: do walki z obywatelami skierował 100 tysięcy żołnierzy, majątki obłożył drastyczną kontrybucją, wsie sprzyjające powstaniu palił, szlachtę i Kościół zmuszał do wystosowywania wiernopoddańczych adresów do cara, konfiskował mienie. Ofiarami represji stało się blisko 10 tysięcy osób, z czego 177 powieszono, ponad 1000 wcielono do wojska i rot aresztanckich, wiele tysięcy zesłano. Ulubionym egzekucjom przez powieszenie Murawiow zawdzięcza swój przydomek "Wieszatiel"; kazał organizować je zbiorowo, a niekiedy osobiście brał w nich udział, odczytując wyroki. Wedle niesprawdzonej anegdoty, zapytany, czy Polacy mogą być pożyteczni dla Rosji, odrzekł nawet: "Tak, powieszeni...". Działania Murawiowa uważano za kontrowersyjne w samej Rosji: jedni jak metropolita moskiewski czy poeta Fiodor Tiutczew – słali do niego adresy hołdownicze, inni – w tym gubernator petersburski, książę Aleksander Suworow, zwali go ludożercą (Suworow "przechwytywał" nawet po drodze zesłanych przez Petersburg ratując ich tym sposobem przed Syberią). Murawiowa spotykał ostracyzm w salonach petersburskich, ale i zachwyty urzędników państwowych.


Na zdjęciu: z "Wieszatielem" nieodłącznie kojarzyła się szubienica, fot. magwil.lt

Jak wyglądał powszedni dzień "pracy" grafa Murawiowa w Wilnie? Co myślał, co czuł, jak spędzał "czas wolny"? Barwno-ponury obraz wyczynów "Wieszatiela" przedstawił przedwojenny polski literat-dokumentalista Julian Wołoszynowski w swej interesującej pracy pt. "Rok 1863":
Murawjew przeglądał kalendarz i w miejscach, przeznaczonych na codzienne notaty, stawiał piórem gęsim umówione znaki. Oprócz "extraordynaryjnych" egzekucji dokonywanych poza kolejnością, sporządził był sobie graf Michaił Nikołajewicz tabelę, według której co trzeci dzień odbywały się stracenia, już normalne, jakby podług recepty lekarskiej. (...)

Pisał:

– Razstrielat’!...
Przerzucił znów dwie kartki kalendarza i pisał:
– Powiesit’!...
I jeszcze dwie kartki przerzucił – pisał:
– Razstrielat’!..

Wzrok grafa padł na numer londyńskiego "Times’a", gdzie był graf wyobrażony jako buldog.

Murawjew uśmiechnął się. Nic mu właściwie nie szkodziły takie maskarady, przeciwnie rad był, gdy go przeklinano i spotwarzano. To wszak była rosnąca popularność. Napoleona I nie przeceniał, ale zawsze miło bywało generałowi-gubernatorowi Litwy, kiedy ktoś z gorliwych jego pomocników zauważył:
– Genjusze zawsze mają jakieś dziwactwa, przyzwyczajenia, to ich odróżnia od szarego tłumu. Ot, Napoleon I, wielki wódz "jakby nie było", miał nałóg jedzenia wciąż migdałów, a wy, graf Michaił Nikołajewicz, żujecie miętowe cukierki...

Na noc powrócił z okolic Wilna Dmitrjew z swojemi kozakami i z doktorem, a koło północy stawił się przed generałem-gubernatorem w galowym mundurze, z raportem. Ponieważ kolacja w apartamentach grafa już się zaczęła, Dmitrjew przeszedł z Murawjewem do jadalnych sal i miał zaszczyt być zaproszony do zajęcia obok samego Michaiła Nikołajewicza krzesła. Pod koniec rozpijającej się, wreszcie upitej na dobre kolacji, przywieziono do pałacu chóry cygańskie, muzykę i kilkanaście najpiękniejszych, młodziutkich cyganek czarnookich w wieku od lat 10 do 15. Przy winie już, przy szampańskiem, słychać było sentymentalne nuty cygańskich romansów, przerywane od czasu do czasu dzikim orgjastycznym zaśpiewem albo krzykiem.

W końcu salonu, na ogromnej, jedwabiem krytej otomanie półsiedział, a półleżał sam graf w rozpiętym na piersiach mundurze, klaskał w dłonie i zaśpiewywał w natchnieniu najczulsze refreny miłosnych melodyj. Trzymał na kolanach trzy młodziutkie, zupełnie nagie, tylko w pończochach i w kraciastych chustkach na głowie, cyganki i śpiewał ochrypłym, ociężałym od alkoholu basem.

Obok grafa siedział młody doktor, towarzysz Dmitrjewa w jego karnych kozackich ekspedycjach, i zajmował się anatomią, mało naukową, jakiejś czarnowłosej cyganki, ucząc ją przytem tzw. sztucznego oddychania – jak mówił na sposób hinduski. Dmitrjew leżał zupełnie pijany w fotelu z dwiema cygankami, którym wykręcał machinalnie prawie, tak był pijany, ręce i nogi, i podczas tych operacji opowiadał z wybałuszonemi oczyma Murawjewowi o swych ostatnich czynach w okolicy. Mówił o jakimś "pacjencie" (we dworze), który po 50 nahajkach był już gotów. Lekarz, towarzysz, druh serdeczny Dmitrjewa, ot ten sam co teraz uczył sztucznego oddychania nagą dziewczynkę, tenże lekarz stwierdził u Polaka śmierć, że więc go dalej siec nie warto. Wtedy, ponieważ porcja nahajów była mała, on-że Dmitrjew, schwycił leżący na stole korkociąg i wkręcił go "pacjentowi" w łopatkę: trup się poruszył...

Tu graf Michaił Nikołajewicz odtrącił od siebie dziewczyny, na chwiejnych nogach przywlókł się do Dmitrjewa, objął go, uściskał, ucałował, a potem z całych sił uderzył w twarz. Dmitrjew zalał się krwią, upadł na ziemię i omdlał.

Murawjew zaczął żegnać się krzyżem prawosławnym, po pijanemu, potem splunął i z pomocą dwóch kozaków poszedł spać. Śniła mu się tego rana jakaś cyganka o twarzy męskiej, podobnej do Michała Archanioła na ikonie, przysłanej przez metropolitę moskiewskiego Fiłareta – ikonie, która była zawieszona (z błogosławieństwem) w kapliczce pałacowej w Wilnie na intencję Michaiła Nikołajewicza i jego starań uśmierzających kraj sześciu litewskich gubernij.

Zamach na Kaplicę Ostrobramską i Obraz

...A jak to się stało, że Murawiow, który pozamykał w Wilnie tyle kościołów i poprzerabiał je na cerkwie, nie zlikwidował Kaplicy Ostrobramskiej i nie wywiózł tego obrazu do Rosji?

...A przecież był... był zamach na tę kaplicę i obraz. Z tym, że ten świętokradczy pomysł nie wyszedł jednak z głowy okrutnego Murawiowa...

Pisał o tym po pierwszej wojnie światowej wytrawny badacz dziejów Powstania Styczniowego Ryszard Mienicki (w oparciu m.in. o "Pamiętniki" J. A. Nikotina ("Iz zapisok"), szefa kancelarii gubernatorskiej Murawiowa.

Było to w maju 1865 roku. Wnet po zdarzeniu, mającem dla Wilna samego i dla całego społeczeństwa polskiego, i Kościoła, i rusyfikatorskiej akcji doniosłe znaczenie – mianowicie po wysłaniu wileńskich Wizytek do Francji, po obróceniu ich klasztoru z kościołem na Rossie na siedzibę prawosławnych mniszek pod wezwaniem św. Maryi Magdaleny, po zagrabieniu ich mienia.

Prześladowcze, chciwe łupów, napełnione żądzą niszczenia wyższe sfery urzędnicze rosyjskie w fakcie tym upatrywały doniosły postęp w dziele politycznego wzmożenia siły i ducha rosyjskiego, uważając go jednak ledwo za szczebel do dalszych, ważniejszych posunięć, godzących w najwyższe, najczulsze ośrodki polsko-katolickiego życia. I tutaj, rzecz osobliwa, inicjatywa nieraz nie wypływała od najokrutniejszego z Rosjan na ówczesnym terytorjum W. Ks. Litewskiego, jakim był Murawjew. Dookoła jego snuły się liche indywidua o prostej żarłoczności burzycielskiej, o instynktach intrygi i łupiestwa. Stąd nieraz właśnie szły ku generałowi-gubernatorowi szczucia, stąd biegły denuncjacje, stąd podnosiły się palce, wskazujące na przedmioty nienawiści w posiadaniu i czci szczególnej u Polaków zostające.

W pewien wieczór marcowy pomiędzy Murawjewem a jednym z najbardziej gorących jego wielbicieli i pamiętnikarzy, podówczas dość wysokim urzędnikiem w kancelarii generała-gubernatora wileńskiego Nikotinem, toczyła się rozmowa o szczęśliwym pozbyciu się Wizytek z Wilna, zakończona uwagą generała, że Wilno teraz posiądzie charakter bardziej jeszcze rosyjskiego miasta.

– O tak, ekscelencjo – pochopnie dorzucił chytry interlokutor, ale... polski typ Wilnu, właściwie mówiąc, nadawał, nie klasztor Wizytek, stąd przecież gdzieś na uboczu, lecz i dotąd istniejąca Kaplica Ostrobramska, której starożytny prawosławny obraz został zagarnięty nam przez rzymskich katolików w najbardziej bezczelny sposób.

Murawjew przypomniał, że rodzony brat jego, Andriej, pisał o tem. Fakt pozostawienia obrazu w rękach katolików istotnie zastanowienia godzien (...), ale odbieranie obrazu katolikom nasuwa obawy poważnych rozruchów.

– Szkoda, ekscelencjo – zauważył w judzący sposób radca stanu – że pan nie uznał za możliwe wszcząć tej sprawy i obecnie zamknąć kaplicy, wszak przed nią we dnie i w noce urządzano manifestacje najbardziej obrażające rosyjskie uczucia. Zarządzenie podobne bardziej by jeszcze unieśmiertelniło imię pańskie w tym kraju.

– Przy pomocy Boskiej stanowczo zamknę kaplicę! Trzeba dowieść tym odszczepieńcom, że bunty i rokosze do niczego dobrego ich nie doprowadzą! – zawołał Murawjew, huknąwszy w stół pięścią.

W roli czynnika ułatwiającego zamach na kaplicę i obraz Ostrobramski wystąpił wnet, po dwóch dniach, przybywając do specjalnej kancelarii gen. gubernatora, zarządzanej właśnie przez Nikotina, ówczesny administrator wileńskiej djecezji i proboszcz ostrobramski Żyliński "gorliwy rosyjski patrjota", jak sam o sobie oficjalnie i publicznie mówił. Żyliński oświadczył, że słyszał o zamiarze i zarazem obawach generała-gubernatora przy zamknięciu kaplicy, obawach rozruchów.

– Ależ ja głową ręczę – zapewniał – że wszystko przejdzie w spokoju. Niech rzeknie słowo jedno: "zamknąć!", a ja sam przeniosę obraz do kościoła.
Nadspodziewanie to pobożne życzenie administratora wileńskiej diecezji i proboszcza ostrobramskiego spaliło na panewce. Bo oto Murawiow został wezwany przez cara do Pitra, skąd już do Wilna więcej nie powrócił.

– Ach, niestety! – woła podżegacz generała, nieutulony w żalu po zgaśnięciu tak ponętnie rozbudzonej nadziei spełnienia nowej nikczemności. "Ku największemu smutkowi nie danem było urzeczywistnić się zniesienia Kaplicy Ostrobramskiej: 19 marca naczelnik kraju wyjechał do Petersburga i stamtąd już nie powrócił!" (cytat z "Pamiętników" Nikotina).

Dla samego Murawiowa nie był to odjazd "niespodziany", bowiem już od pierwszych dni marca 1865 wysyłał do cara rozpaczliwe prośby, by ten go odwołał z Wilna.

Po wyjeździe do Petersburga Murawiow zajął się kierowaniem Wysoką Komisją Śledczą, badającą sprawę zamachu na cara Aleksandra II, w którą to sprawę byli zamieszani także – jak zwykle – Polacy...

"Ja ludojadów nie szanuję"

Pisał Stanisław Mackiewicz-Cat:

"Murawiow był człowiekiem odrażającej powierzchowności. "Coś pośredniego pomiędzy hipopotamem a buldogiem" mówili o nim współcześni. Był to sadysta, z rozkoszą wieszał nawet ludzi rannych i chorych, przywożonych ze szpitala. Od maja 1863 roku walczył z powstaniem w Wilnie i na Litwie energicznie, lecz środkami, które w Europie wzbudzały oburzenie powszechne. Wciąż oskarżał Petersburg, że mu przeszkadza wieszać Polaków w dostatecznej liczbie. Pamiętne są jego aforyzmy. Ponieważ kuzyn jego Murawiow-Apostoł, brał udział w spisku dekabrystów 1825 roku i został powieszony, więc Murawiow wileński powiadał: "Nie jestem z tych Murawiowych, których wieszają, lecz z tych, którzy wieszają". Na pytanie do niego skierowane, którzy Polacy w Wilnie są mniej niebezpieczni od innych, odpowiadał: "Ci, którzy już wiszą".

Antytezą Murawiowa była postać księcia Aleksandra Suworowa, gubernatora Petersburga. Był on wnukiem "tamtego" Suworowa, który pozwolił swym wojskom dokonać rzezi bezbronnej ludności Warszawy w 1794 roku. Gdy Murawiow przyjechał do Petersburga, parę osób chciało podjąć go obiadem. Z propozycją udziału w tym obiedzie zwrócono się także do księcia Suworowa. Ten odpowiedział słowami: "Ja ludojadów nie szanuję". Wtedy poeta Tiutczew, gorący admirator Murawiowa, odpowiedział Suworowowi wierszem:

Humanitarny wnuku bojowego dziada,
Wybacz nam, nasz sympatyczny Książę,
Że rosyjskiego czcimy ludojada,
Europy o zdanie nie pytając.

Książę Suworow-wnuk był człowiekiem humanitarnym i postępowym. Nie lubił więzień ani szubienic. Ratował, jak mógł, zarówno Polaków, jak rewolucjonistów rosyjskich. W armii rosyjskiej zdarzali się oficerowie współczujący powstańcom polskim. Odwrotnie w kręgach pisarskich. Już po stłumieniu powstania czołobitną odę do Murawiowa wygłosił poeta Nikołaj Niekrasow. Była tam mowa o pobitych Polakach, o "zgniłej Europie", o świętym Michale Archaniole, patronie "sławnego generała".

To hołdownicze, faryzeuszowskie wystąpienie Niekrasowa oburzyło liczny odsetek postępowych Rosjan. Wypominano mu, że matkę miał Polkę, że w wierszach, w których opiewał miłość do niej, pisał także o jej ojczyźnie "całej we krwi". Zaczęto powszechnie nazywać Niekrasowa "podlecem".

Z całej duszy nienawidził powstania 1863 i Polaków wielki pisarz rosyjski Fiodor Dostojewski, acz osobiście on sam i jego córka Lubow zaznaczali z poczuciem wyższości, iż pochodzą "z rodu litewsko-polskiego herbu Radwan" (co nie było zgodne z prawdą, bo Fiodor Dostojewski był wnukiem prawosławnego popa).

Widomo "Wieszatiela" krązyło po ziemiach WXL 

Graf Murawiow-"Wieszatiel" zmarł nagle 30 sierpnia 1866.
Widmo Murawiowa-"Wieszatiela" będzie jeszcze długo krążyło po ziemiach Wielkiego Księstwa Litewskiego. 30 lat po jego śmierci wzniesiono mu w Wilnie pomnik. Ten stanął na placu przed ówczesnym Pałacem Gubernatorskim (obecnie Prezydenckim). Usytuowana na wysokim postumencie figura "Wieszatiela" wyrastała ponad dach pałacu. Murawiow stał obrócony twarzą ku Górze Zamkowej, trzymając w ręku... pałkę.



Na zdjęciu: wileński pomnik carskiego oprawcy, fot. magwil.lt

W uroczystościach odsłonięcia pomnika w Wilnie (8 listopada 1898) wzięli udział ministrowie kilku resortów, w tym prawa i sprawiedliwości, krewni i przyjaciele "Wieszatiela", przedstawiciele prasy stołecznej (petersburskiej) i lokalnej (wileńskiej) oraz wszyscy "lojalni" obywatele miasta...
Przed pomnikiem złożono: pięć wieńców srebrnych, trzy porcelanowe i jeden wawrzynowy; powędrują one później do wileńskiego muzeum grafa Michaiła Murawiowa.

Muzeum to zostało założone w 1901 roku. Oprócz innych "cennych pamiątek" – portretów grafa, fotografii i dokumentów znalazł się tam także... medalion z włosami "Wieszatiela".
Wcześniej, w 1895 roku w Wilnie ku uczczeniu pamięci "raba bożjewo" Michaiła Murawiowa zbudowano przy ulicy Kalwaryjskiej cerkiew pw. Michała Archanioła...

Artykuł ukazał się w listopadowym numerze „Magazynu Wileńskiego” (2021)