Polska i kraje bałtyckie chcą stałej amerykańskiej bazy wojskowej w regionie


Żołnierze amerykańscy w czasie składania przysięgi, fot. pl.wikipedia.org
Ministerstwo Obrony Narodowej RP złożyło Stanom Zjednoczonym propozycję, by na terytorium Polski na stałe stacjonowała amerykańska dywizja pancerna. Baza składająca się z 4,5 tysiąca amerykańskich żołnierzy miałaby znaleźć się koło Torunia. Projekt poparł litewski resort obrony i premierzy krajów bałtyckich, ale nieoficjalnie sprzeciwia mu się NATO.





O sprawie jako pierwszy poinformował polski portal informacyjny onet.pl. Projekt, w który Polska jest gotowa zainwestować 1,5–2 miliardy dolarów, został przygotowany przez pracowników resortu obrony za czasów Antoniego Macierewicza. Jak poinformował MON, dokument został przekazany amerykańskiej administracji i czołowym think tankom.

Polscy politycy od lat zabiegają o stałą obecność amerykańskich wojsk w kraju, jednak dotąd nieznane były żadne szczegóły toczących się w tej sprawie negocjacji.

Przygotowany przez MON dokument „Proposal for U.S. Permanent Presence in Poland” (Propozycja stałej amerykańskiej obecności w Polsce) jest jawny i zawiera szczegóły polsko-amerykańskich negocjacji, propozycje finansowe dotyczące budowy i remontu infrastruktury wojskowej, komunikacyjnej i socjalnej, która służyłaby zarówno amerykańskim żołnierzom, jak i wspólnotom lokalnym. Do dokumentu zostały dołączone mapy lokalizacji przyszłych amerykańskich baz i instalacji wojskowych. 

Pomysł został przedstawiony amerykańskim członkom Kongresu, którzy niedawno odwiedzili Polskę. „Mamy żołnierzy amerykańskich w naszym kraju i jest to obecność rotacyjna, tymczasowa. To wiąże się z odpowiedzią na działania i prowokacje Rosji. Wydawało się, że te siły nie będą musiały długo stacjonować, bo ich obecność w pewien sposób przywoła Rosjan do porządku. Niestety tak się nie dzieje. Trzeba się zastanowić, czy nie jest to pora, aby wojsko amerykańskie na stałe funkcjonowało w naszym kraju” – powiedział w rozmowie z Polskim Radiem gen. Roman Polko, były dowódca jednostki GROM i były zastępca szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Pomysł spodobał się w Wielkiej Brytanii. Dziennik „The Times” napisał, że Polska robi słusznie, starając się o pozyskanie stałej, amerykańskiej bazy wojskowej u siebie. „Jest mniej prawdopodobne, że autorzy rosyjskich planów wojskowych zdecydowaliby się poprzeć plan agresji na Europę Wschodnią, wiedząc, że zmierzyliby się z natychmiastowym i potężnym oporem” – twierdzi dziennik. Dodaje, że zaproponowana przez Warszawę kwota „zadowoli Biały Dom, który jest, co zrozumiałe, ostrożny wobec europejskich członków NATO, którzy nie chcą finansować swojej siły defensywnej, licząc na to, że mogą przekonać Amerykanów do zagwarantowania im bezpieczeństwa za nich”.

Propozycję poparli też premierzy krajów bałtyckich, którzy w poniedziałek, 4 czerwca spotkali się z polskim ministrem spraw zagranicznych Jackiem Czaputowiczem w Tallinnie. „Myślę, że wszyscy jesteśmy zainteresowani tym, aby Stany Zjednoczone były obecne w naszym regionie. W ten sposób zyskujemy dodatkowe gwarancje bezpieczeństwa, silniejsze odstraszanie i tego gratulujemy” – powiedział premier Litwy Saulius Skvernelis.   

Ujawnienie dokumentu spotkało się jednak także z krytyką wewnątrz samego rządu, ponieważ materiał nie był konsultowany ani z MSZ, ani z Biurem Baepzieczeństwa Narodowego. Nie spodobał się on również w Brukseli ani w Waszyngtonie. Nieoficjalnie dyplomaci NATO uważają, że projekt może naruszać jedność w organizacji i Akt Stanowiący między NATO a Rosją, doprowadzając do niepotrzebnego wzrostu napięcia między nimi.

W brukselskim dzienniku „Politico” były dowódca amerykańskich wojsk lądowych w Europie generał Ben Hodges napisał, że źródłem dotychczasowych sukcesów NATO jako najbardziej skutecznego sojuszu wojskowego w historii jest jedność i spójność jego członków. Dlatego uważa, że wszystko, co mogłoby tę spójność podminować, powinno być traktowane ze szczególną ostrożnością. Jego zdaniem propozycja Polski, by na jej terytorium stacjonowały na stałe wojska USA jest właśnie tego rodzaju kwestią i mogłaby być podjęta tylko wówczas, gdyby wszyscy sojusznicy zgodzili się, że przyczynia się do wzmocnienia zdolności odstraszania NATO i poprawy jego bezpieczeństwa. „Jest to jednak mało prawdopodobne” – dodaje.

Zdaniem B. Hodgesa środki, jakie NATO podejmuje obecnie – zarówno ćwiczenia, jak i rozlokowywanie oddziałów wojskowych czy sprzętu, w tym sprzętu w gotowości dla sił pancernych – w wystarczającym stopniu odstraszają Rosję przed podjęciem ewentualnego ataku. Przypomnijmy, podczas szczytu NATO, który odbył się w Warszawie na poczatku lipca 2016 roku zapadła decyzja dotycząca romieszczenia w Polsce i krajach bałtyckich międzynarodowego batalionu. Pierwsi żołnierze dotarli na Litwę na pocżątku lutego 2017 roku, do Polski – niespełna miesiąc później. Ich obecność ma wzmocnić wschodnią flankę NATO.

Generał przypomina jednocześnie, że nowa inicjatywa, pozwalająca na bardziej elastyczne reagowanie NATO na zagrożenia ma zostać podjęta już niedługo, podczas lipcowego szczytu sojuszników Brukseli.

Na podstawie: PAP, polskieradio.pl, wp.pl, onet.pl, bns.lt