Opowieści z dawnego Wilna (9)… Sklep Hegenta i zakład hydropatyczny


Fragment kamienicy Hegenta przy ulicy Pilies (Zamkowej)
Zajmując się „monografią” niektórych domów w Wilnie, natrafimy czasami na informacje związane z ich właścicielami. Zdarza się, iż dokumenty archiwalne pozwalają wyjaśnić np. daty rozbudowy, remontów, kształt bramy czy okien, funkcje zakamarków w dziedzińcu, zmiany fasady itp. Jakiś czas temu publikowałem artykuł o sklepie Edwarda Fechtela, który znajdował się w domu przy ulicy Zamkowej (Pilies g. 32). Jedna z ładniejszych kamienic przy tej ulicy ma numer 34 i przylega do domu, który opisywałem.

Kamienica z niezbyt rozległym dziedzińcem ma od frontu charakterystyczny wykusz. Dom ma wspólne ściany z domem „Römerów” (32) i domem „Guta”, później „Zawadzkich” (36). Owe historyczne nazwy są oczywiście potoczne, lecz spotkamy je w wielu informatorach adresowych z przełomu XIX i XX wieku. Wszystkie trzy kamienice (32,34,36) stały – jak pisano niegdyś – „naprzeciw Kardynalii”, czyli pałacu Jerzego Radziwiłła, po którym praktycznie nie ma dzisiaj śladu. Mało jest informacji o kamienicy, o której mowa będzie w dalszej części artykułu. Nawet w ważnej publikacji Vladasa Dremy „Vilniaus namai archyvų fonduose” autor nie podał źródeł, gdyż do nich nie dotarł. Poniższy tekst jest niewielkim przyczynkiem do dziejów domu przy Zamkowej 34 i dotyczącym jedynie krótkiego okresu związanego z jednym z właścicieli.

Spośród dawnych zapisów wiadomo, że od pewnego okresu do połowy XVIII wieku dom był siedzibą cechu krawców. Zniszczony w czasie pożaru miasta w 1748 roku, został odbudowany. Ucierpiał później jeszcze kilka razy i znów go odbudowano. W drugiej połowie XIX wieku dom należał do Teodora Sukiennikowicza, cenionego kupca z branży mięsno-wędliniarskiej. O kolejnym właścicielu kamienicy opowiem nieco więcej.

*     *     *

Niemiec Emil Hegent (syn Ernesta Hegenta) przybył do Wilna w 1876 roku. Niebawem podjął pracę w charakterze subiekta w renomowanym magazynie Władysław Fiorentiniego. Przez kilkanaście lat nabierał doświadczenia, a jednocześnie szykował się do rozpoczęcia działalności na własną rękę. Założył też rodzinę, poślubiając jedną z panien, córkę niemieckich kupców wileńskich. Spotykali się wszyscy podczas nabożeństw i wydarzeń w gminie luterańskiej przy kościele tegoż wyznania. W 1891 roku Hegentów dotknęła tragedia, gdyż zmarł ich kilkumiesięczny syn Ernest (pochowany na cmentarzu ewangelickim na Pohulance).

Po uzyskaniu odpowiednich kwalifikacji i rekomendacji, Emil Hegent został kupcem, najpierw II, a później I kategorii. W 1891 roku otworzył własny sklep z męską i damską odzieżą i galanterią. Wynajął w tym celu lokal w domu Sztralla przy ulicy Bolszoj 30 (Wielkiej) naprzeciw kościoła św. Jana. Pomysłem na dalszy rozwój firmy było uruchomienie własnej pracowni, w której produkowane były rękawiczki, a następnie także krawaty. Już w 1893 roku w ofercie pojawiły się rękawiczki damskie i męskie: „w wyborowym gatunku, ulepszonego kroju patentowanym aparatem Ridelle, wyszywane na cztery guziki, dwie spinki oraz angielskie laszowane”. Poszerzał się także sukcesywnie asortyment krawatów męskich szytych z najlepszych gatunkowo tkanin. Obok zakładu Oskara Kauicza była to druga duża wytwórnia, która konkurowała z dotychczasowym monopolem, jaki na wyrabianie rękawiczek miały zakłady żydowskie w Wilnie. Znak firmowy „Hegent” stał się szybko synonimem ekskluzywnych wyrobów. Kilka wzorów rękawiczek oraz krawatów właściciel zaprezentował w 1893 roku na wystawach w Paryżu i Dijon, gdzie nagrodzone zostały złotymi medalami.


Sklep prowadzony był przez Emila Hegenta z dużym pietyzmem. Ogromnym powodzeniem cieszył się dział odzieżowy, gdzie w szerokiej ofercie była: bielizna męska, trykotaże, towary skórzane i dodatki sezonowe. Aby ekspedienci mogli sprostać zadaniom związanym z obsługą zamożnej klienteli, szef wymagał od nich wysokich kwalifikacji. Musieli mieć: wykształcenie handlowe, znać trzy języki (polski, rosyjski i niemiecki), radzić sobie z buchalterią, a pierwszeństwo zatrudnienia mieli kandydaci obeznani już z branżą galanteryjną.

Właściciel od pewnego czasu starał się zdobyć własny lokal, aby całkowicie się uniezależnić. Około 1906 roku, kupił piętrowy dom przy ulicy Wielkiej 38, który wystawili na sprzedaż spadkobiercy Sukiennikowicza. Kamienica zwrócona frontem do Urzędu Pocztowego (gmach byłej Kardynalii) została gruntownie wyremontowana i rozbudowana. Dodane zostały dwie kondygnacje (najwyższa z tarasem). Na ładnie zdobionej elewacji frontowej pojawił się wykusz. W małym dziedzińcu były wozownia, stajnia, magazyn oraz mieszkanie stróża.

Sklep urządzony został na I piętrze, gdzie dzięki dużym oknom towary były dobrze eksponowane. Powiększony został dział z wyrobami skórzanymi. Hegent sprowadzał m.in. portfele, portmonetki, nesesery i walizki z najlepszych fabryk wiedeńskich i krajowych. Każdy elegancki mężczyzna mógł ponadto u niego kupić bieliznę oraz różnego rodzaju laski, parasole, paski, spinki i inne dodatki. Wybór krawatów był imponujący.

Dzięki powodzeniu, z jakim prowadził swoją firmę, Emil Hegent był człowiekiem majętnym. Bez problemów otrzymywał kredyty w Banku Ziemskim, inwestując następnie w kupno posesji. Oprócz kamienicy przy ulicy Wielkiej 38, miał jeszcze dwa place z zabudowaniami: przy ulicy Portowej 21[1] oraz na Zwierzyńcu[2]. Hegent cieszył się również uznaniem w sferach towarzyskich. Podkreślana była jego hojność w akcjach charytatywnych. Stawiano go także za wzór postawy społecznej. Przed I wojną światową, magistracka komisja zdrowia przeprowadzała kontrole posesji pod względem sanitarnym i warunków mieszkaniowych służby. Dom Hegenta przy ulicy Wielkiej był wyróżniany jako jeden z najlepiej (najczyściej) utrzymanych. Mieszkanie, które zajmował stróż z rodziną, stanowiło „lokum, w którym mieszkańcy żyli po ludzku”. Pisał o tym Stanisław Bohusz-Siestrzencewicz, poruszając w 1916 roku problem skandalicznych warunków mieszkaniowych wileńskich stróżów.

Emila Hegenta wspominał dobrze także Czesław Jankowski. Publicysta, dziennikarz był gościem gminy ewangelicko-augsburskiej, która jesienią 1925 roku urządziła akademię i koncert z okazji setnej rocznicy urodzin „króla walców” Johanna Straussa (syna)[3]. Prelegentką wieczoru była pani Hegentowa, a jej mąż dotrzymywał towarzystwa publicyście, wspominając przy okazji swoje zrastanie z Wilnem. Jankowski oceniał, że wileńska społeczność niemiecka liczyła w tym czasie około 1,5 tysiąca osób. „Ton gminie nadają najzupełniej Niemcy, nasi współobywatele niemieckiej narodowości. Mają oni starodawne i piękne w Wilnie tradycje. Któż nie pamięta […] starego Fechtela, którego sklep kolonialny słynął z przedniości towaru, a sumienności kupieckiej? A gdzież Ejslerowskie wina z ulicy Niemieckiej? Gdzie księgarnia Lambecka? Niemcy to wszystko byli najrodowitsi – a jakże do Wilna przywiązani, jakże nasi, najzupełniej nasi, w doli i niedoli!”.


Sklep Hegenta przetrwał trudne czasy Wielkiej Wojny. Chociaż w nowej rzeczywistości po 1918 roku kupiec zlikwidował pracownie rękawiczek i krawatów, kontynuował działalność handlową. Po zmianach administracyjnych od 1923 roku dom i magazyn Hegenta miał adres ulica Wielka 10 (w reklamach dopisywano, że to vis á vis poczty). Kupiec poszerzył powierzchnię sklepu, wprowadzając na drugim piętrze dział ubrań damskich[4]. Oferta handlowa w 1922 roku obejmowała: palta, suknie balowe, kostiumy, bluzki, spódnice i szlafroki. Zaopatrzona w dopisek „eleganckie, wykwintne – ostatnie modele”, a więc najmodniejsze. Specjalne oferty pojawiały się sezonowo: okrycia zimowe, suknie balowe, letnia odzież z jedwabiu. Obroty jednak sukcesywnie spadały. Próbując radzić sobie ze skutkami kryzysu gospodarczego, Hegent otworzył dział z damską odzieżą konfekcyjną i swetrami dla mniej zamożnych klientek. W anonsach pojawiać się zaczął dopisek „ceny dostępne”. Zmniejszała się powierzchnia handlowa. Oddział konfekcyjny został w pewnym okresie zupełnie oddzielony i przeniesiony do nowego lokalu. Od 1928 roku sklep pod nazwą „Chik” mieścił się przy ulicy Wielkiej 54 (obecnie Didžioji g. 30).

Dom Hegenta na fotografii z 1974 roku (źródło: VRVA)

Pod koniec 1930 roku, handel pod szyldem „Emil Hegent” został zlikwidowany. Powodem był kryzys gospodarczy, a także inne decyzje. Hegentowie zdecydowali, że więcej „spokoju finansowego” przyniesie wynajmowanie mieszkań w posiadanych domach. Syn Jan nie przejął interesu po ojcu i mieszkał osobno w domu przy Małej Pohulance. Wyprzedawanie towaru i wyposażenia sklepowego trwało jeszcze ponad rok.

Obecnie w dawnej kamienicy Hegenta mieści się hotel „Artagonist” (Pilies g. 34)


*     *     *

Ulicę Maironio (dawniej św. Anny) lubię wyjątkowo, chociaż przeszkadza mi nadmierny ruch samochodowy, jaki się tam odbywa. Lubię ją jednak za to, iż wciąż jest bardzo zielona, a przede wszystkim, że przesycona jest historią. Każdy rzecz jasna kojarzy to miejsce ze świątyniami, bo jest tam przecież i „perła gotyku” kościół św. Anny, są bernardyni, jest sapieżyński kościół św. Michała i wreszcie cerkiew soborowa pw. Przeczystej Bogurodzicy. Pełne tajemniczości zabudowania klasztorne, ślady po dawnych, nieistniejących już praktycznie ulicach (Safianiki, Jeziorna), jest jeden z domów, w którym mieszkał Józef Piłsudski itd.

Początek „historycznego” spaceru po tej ulicy rozpocząłem kilka lat temu, opisując kamienicę Leona Perkowskiego (obecnie Hotel Vilnia, Maironio g. 1)[5]. Tuż za nim rozciągało się „królestwo” drukarskiej rodziny Zawadzkich (ulic św. Anny 3, obecnie Maironio g. 3-5) – po II wojnie obszar w znacznej części zabudowany został na nowo, na potrzeby sowieckiego wydawnictwa „Tiesa”. Nieco dalej jest długi, parterowy budynek, w którym przez szereg lat mieścił się zakład hydropatyczny, o którym opowiem więcej.

Na początek kilka słów o początkach zakładów hydropatycznych w Wilnie. Jednym z pierwszych zakładów była placówka utworzona w 1863 roku przez braci lekarzy: Hipolita i Stanisława Kozłowskich. Aby otworzyć tego rodzaju zakład, musieli uzyskać zgodę aż (!) ministra spraw wewnętrznych carskiego rządu w Petersburgu. Na podstawie specjalnej ustawy zakład hydropatyczny miał wypełniać dwie funkcje: a) dostarczyć możności leczenia chorób mogących być leczonych wodą oraz b) miał wykonywać usługi w celach higienicznych (czyli funkcjonować jako łaźnia).

Wiele lat później na projekt otworzenia w Wilnie wzorowego zakładu leczenia określonych dolegliwości wodą oraz prądem, wpadł prowizor apteczny Roman Borkowski. Można założyć, iż pomysł był efektem kontaktów z ludźmi, którym brakowało czasu lub nie było stać na wyjazdy do Druskienik albo innych zdrojowisk. Do rozpoczęcia działalności musiał pozyskać osobę z tytułem doktora-lekarza. Niebawem utworzył spółkę z dr. Dominikiem Zajkowskim, cenionym wileńskim lekarzem chorób wewnętrznych. Spółka w 1896 roku przystąpiła do urządzania zakładu. Zawarli umowę z Zawadzkimi, na wydzierżawienie (na 12 lat) od nich parterowego budynku stojącego przy ulicy Aleksandrowskiej 3 (po zmianie nazw była to ulica Suworowska), prawie naprzeciw kościoła św. Anny.

Duża posesja Zawadzkich rozciągała się od Zaułka Bernardyńskiego (nr 8, obecnie Hotel Shakespeare), wychodząc bokami na ulicę Aleksandrowską (od wschodu) i Zaułek Oranżeryjny (od zachodu). Do parterowego budynku należała także niewielka część ogrodu w głębi działki. Przeróbkę domu do nowej funkcji przeprowadził arch. inż. Julian Januszewski. Zlecił on jednocześnie odwiert studni artezyjskiej, aby przyszły zakład miał własne źródło wody. Studnia dawała 600 wiader wody na dobę. Jej przebadany laboratoryjnie skład potwierdzał zdatność do celów hydropatycznych. Duży zbiornik wewnętrzny utrzymywał wodę w odpowiedniej temperaturze

Zakład hydropatyczny „Borkowskiego i Zajkowskiego” otwarty został pod koniec października 1896 roku. Pierwsi pacjenci podkreślali czystość, elegancję i komfort, jaki oferowali właściciele. Za szczęśliwą uznano lokalizację, bowiem szeroka, zadrzewiona ulica była ulubionym miejscem spacerowym, a niedaleko był Ogród Bernardyński. Z dwóch stron zakładu były prywatne ogrody, dzięki czemu wokół było sporo świeżego powietrza. Tuż obok zakładu był przystanek tramwaju konnego, wygodny dla podjeżdżających z dalszych dzielnic miasta.

Zakład hydropatyczny „Zajkowskiego i Borkowskiego” ul. Suworowska 3

Lecznica podzielona była na dwie sekcje. Pierwsza podzielona na dwa działy: hydropatyczny i elektro-terapeutyczny. W pierwszym były różne rodzaje wanien (w zależności od typu kąpieli), natryski ciśnieniowe oraz wanny parowe (suche i wilgotne). Drugi dział miał urządzenia do terapii prądowej – w tym natrysk wodno-elektryczny. Osobną sekcję stanowiły gabinety pomocnicze: do gimnastyki i do masażu. Spółka planowała w tym czasie urządzenie łazienek z prysznicami również w ogrodzie, aby odciągać ludzi od kąpieli rzecznych.

Poczekalnia


Rozdzielnia wodnego systemu ciśnieniowego

W ciągu dwóch pierwszych lat zakład zyskał znaczną popularność. Spółka zatrudniała tzw. fachowe siły, czwórkę pracowników: felczera i masażystę dla mężczyzn oraz felczerkę i masażystkę dla kobiet. Hydroterapia, elektroterapia oraz masaż i gimnastyka ortopedyczna dostępne były przez cały rok. Zalecano zabiegi dla osób cierpiących na niektóre choroby wewnętrzne i nerwowe. Masażyści stosowali techniki wibracyjne, pneumatyczne, kosmetyczne i ręczne, nakłuwania oraz naświetlanie „niebieskim światłem”.

Pokój masażu


Sala gimnastyki ortopedycznej

Po kilku latach R. Borkowski wystąpił ze spółki i od 1902 roku przez pewien czas drugim udziałowcem był doktor Abram Wirszubski. Od 1905 roku Dominik Zajkowski był jedynym właścicielem zakładu. Po upływie terminu dzierżawy, umowa z Zawadzkimi została przedłużona na dalsze lata.

Zakład Zajkowskiego nie był jedynym działającym w Wilnie przed I wojną. Hydro- i elektroterapię prowadzili jeszcze doktorzy: Grzegorz Gierszun (przy Dominikańskiej 7), Lew Iwanter (przy Wileńskiej 32, później 25) i Kaszczenko-Zienowicz (przy Arazamskiej, czyli Monwiłlowskiej). Ich lecznice były jednak znacznie mniejsze i oferowały tylko część z listy zabiegów, jakie przeprowadzała lecznica Zajkowskiego.  

Okres okupacji niemieckiej (1915-1918) wiązał się z postępującą biedą, wobec czego zmniejszała się sukcesywnie liczba chętnych korzystających z hydro- i elektroterapii. W 1917 roku Dominik Zajkowski zamknął swój zakład. Rok później podpisał umowę na kontynuację dzierżawy i sprzedał urządzenia doktorowi Antoniemu Pisaniemu. Do spółki z nim dołączył wkrótce dr Mieczysław Chlewiński (oficer Wojska Polskiego), który w tym czasie osiadł w Nowej Wilejce. Współpracował z nimi dr Julian Podwiński, specjalista chorób nerwowych, który w określonych godzinach przyjmował pacjentów w zakładzie hydropatycznym przy ulicy św. Anny 3 (nazwa ulicy Suworowskiej zmieniona została w 1915 roku). Lecznica czynna była jednak bardzo krótko i została zamknięta w czasie burzliwych wydarzeń przełomu 1918 i 1919 roku.

Posesja wraz budynkiem po zlikwidowanym zakładzie przez trzy lata nie była użytkowana. Dom kupił później Karol Kirsztensztejn, który wraz z żoną Emilią prowadzili tam cukiernię/kawiarnię "Bronisław". Następnie posesja przeszła na własność Gminy Miasta Wilno i mieściła się tam czasowo Zawodowa Szkoła Przemysłu Artystycznego. W okresie międzywojennym budynek został otynkowany, co zupełnie zmieniło wygląd elewacji.

Po 1920 roku działały jedynie małe gabinety, w których niektórzy lekarze stosowali elektroterapię oraz hydroterapię w ograniczonym zakresie. Duży Zakład Przyrodoleczniczy otwarty został w Wilnie dopiero w 1934 roku. Utworzony został przy Lecznicy Litewskiego Stowarzyszenia Pomocy Sanitarnej (ulica Mickiewicza 33a). Mniejszy gabinet wodoleczniczy otworzył natomiast doktor Mieczysław Alksnin w 1938 roku (przy Wiwulskiego 5).

Na górze budynek na fotografii z 2006 roku, na dole z 2021 roku

Parterowy budynek przy ulicy Maironio g. 7 (Tiesos g. w okresie sowieckiej Litwy) pełnił po II wojnie różne funkcje. Kilkanaście lat temu został przejęty przez Uniwersytet Wileński. Podczas przeprowadzonego remontu odsłonięte zostały dawne detale ściany frontowej oraz dodane niektóre nowe elementy. Obecnie mieści się tam uniwersytecki Instytut Dziennikarstwa (Vilniaus universiteto Komunikacijos fakulteto Žurnalistikos institutas)



[1] Obecnie Pamenkalnio g. 13, gdzie w miejscu dwóch mniejszych domów Hegenta stoi biurowiec mieszczący Lietuvos kariuomenės Vilniaus įgulos karininkų ramovė.

[2] Jeden z placów na rogu ulic: Zana i Fabrycznej (obecnie A. Mickevičiaus g./ Birutės g.)

[3] Uroczyste okazjonalne wieczory artystyczne odbywały się w sali gimnazjum, mieszczącego się w podwórzu obok kościoła przy ulicy Niemieckiej. Imprezy organizowało najczęściej koło pań działające przy gminie.

[4] Na parterze wynajmował lokale innym firmom (były tam m.in. sklep ubrań prowadzony przez Bazylego Smirnowa, a później sklep i warsztat radiotechniczny „Radio-Motor”)

[5] http://www.wilnoteka.lt/artykul/opowiesci-z-dawnego-wilna-3-sklep-i-zakl...