Na dworcu w Wilnie pojawiły się szczury


Fot. wilnoteka.lt
W Wilnie w okolicach dworca pojawiły się szczury – informują litewskie portale TV3 i delfi.lt. Gryzonie przebiegają przechodniom między nogami i żywią się wyrzucanymi resztkami jedzenia.








Na Facebooku pojawiły się zdjęcia szczurów biegających po wileńskim dworcu kolejowym. Dla jednych widok ten jest oburzający, inni, jak twierdzi TV3, już do niego przywykli. „Chowają się gdzieś. Tak pod nogami to nie biegają, ale są ludzie, którzy się ich boją. Zwłaszcza młodzi” – mówi kobieta zaczepiona przez dziennikarza na dworcu. Jej zdaniem dziewczyny, kiedy zobaczą takiego gryzonia najczęściej krzyczą.

Inna kobieta twierdzi, że nie widziała żadnych szczurów. „Co za koszmar. Gdzie? Nie widziałam. Trzeba je wytruć. Trzeba coś zrobić, może koty sprowadzić, żeby je złapały” – mówi.

Jeszcze inna kobieta twierdzi, że szczury zbierają się nie tylko w okolicach dworca kolejowego, lecz także w innych miejscach w mieście. „Rozejrzyjcie się, co się dzieje na starym mieście. Też bałagan, tam jest dużo różnych kawiarni” – mówi.

Jak przypomina portal delfi.lt, to nie pierwszy raz kiedy szczury atakują Wilno. 10 lat temu w stolicy ogłoszono sytuację krytyczną, kiedy na walkę ze szczurami i myszami w mieście nie przeznaczono ani lita. Rozprzestrzeniające się gryzonie wywołały wybuch epidemii i wścieklizny.

Wileńska Stacja Dezynfekcji Profilaktycznej twierdzi, że deratyzacja nie była przeprowadzana przez pół roku, mimo że zgłoszenia o gryzoniach atakujących mieszkańców napływały codziennie. Sytuacja znacznie pogorszyła się po letnich opadach, kiedy grupy szczurów z zalanych szybów kanalizacyjnych wydostały się na powierzchnię, zaczęły wdzierać się do domów mieszkalnych i piwnic.

Przed 4 laty szczury pojawiły się także w Poniewieżu. Do miasta zwabiły je nie resztki jedzenia, a toalety publiczne. Samorząd rozkładał ręce – opuszczony budynek, w którym pojawiły się szczury należał do osoby prywatnej.

„Straszne. Codziennie tu biegają, ludzie opowiadali, że widzieli nawet szczury wielkości królików. Co najgorsze, one są wszędzie, przebiegają nawet pod nogami przechodniów. Wszystkie sklepy tutaj zamykają drzwi, aby do środka nie dostały się szczury, ale przecież tu też są punkty gastronomiczne. Widziałam, jak dzieci jedzące lody, krzycząc, podnosiły nogi na krzesła, bo obok nich przebiegał szczur” – relacjonowała mieszkanka Poniewieża.     

Na podstawie: tv3.lt, delfi.lt