Kościuszko – bohater wciąż potrzebny!


Na zdjęciu: Sam Kopiec Kościuszki ma wysokość nieco ponad 35,5 m, ale jego szczyt wznosi się 330 m n.p.m. i roztacza się z niego panorama całego Krakowa, fot. Muzeum Kościuszkowskie w Krakowie
230 lat temu, 24 marca 1794 r., Tadeusz Kościuszko złożył uroczystą przysięgę na Rynku Głównym w Krakowie. Tak rozpoczęła się insurekcja kościuszkowska. W jej okrągłą rocznicę magazyn „Kuriera Wileńskiego” zaprosił do odwiedzenia krakowskiego Kopca Kościuszki.









Podejście nie jest długie, szczyt kopca wznosi się na wysokości nieco ponad 35,5 m, ale zbocza nachylone są pod sporym kątem, w okolicach 50 stopni, więc trzeba krążyć alejkami wytyczonymi po obwodzie. Piękna, wiosenna pogoda obiecuje fantastyczne widoki. Na górze czeka jednak spore rozczarowanie. Z platformy widokowej cały Kraków widać wprawdzie jak na dłoni, ale mimo słońca i błękitu nieba położone w niecce miasto spowite jest kożuchem gęstego smogu.

Na szczycie, obok polskiej, powiewa także ukraińska flaga. 

– Wywiesiliśmy ją w pierwszych dniach agresji rosyjskiej na Ukrainę na znak solidarności i moralnego poparcia. Gen. Tadeusz Kościuszko, bohater światowej sławy, głosił ideę niepodległości narodów, walczył o suwerenność Rzeczypospolitej, w której granicach znajdowała się część terytorium obecnej Ukrainy. Łączą nas wspólna przeszłość i wspólne dziedzictwo kulturowe, które niszczy wojna – tłumaczy Leszek Cierpiałowski, dyrektor biura Komitetu Kopca Kościuszki w Krakowie. 


Na szczycie Kopca łopoce biało-czerwona flaga, fot. Jarosław Tomczyk

Insurekcja wszystkich stanów

Po drugim rozbiorze Rzeczypospolitej Obojga Narodów, dokonanym w 1793 r., z olbrzymiego państwa pozostało już tylko niespełna 250 tys. km kw., które zamieszkiwało ok. 3 mln ludności. Mimo ogromnej przewagi zaborców Polacy i Litwini nie poddali się, ale walczyli do końca o suwerenność własnego kraju. 

W poniedziałek 24 marca 1794 r., ok. godz. 10, po uczestnictwie we mszy świętej i poświęceniu szabli w kościele oo. Kapucynów, Tadeusz Kościuszko złożył uroczystą przysięgę na Rynku Głównym w Krakowie, proklamując powstanie, którego stał się naczelnikiem i które przeszło do historii jako insurekcja kościuszkowska. „Ja, Tadeusz Kościuszko, przysięgam w obliczu Boga całemu Narodowi Polskiemu, iż powierzonej mi władzy na niczyj prywatny ucisk nie użyję, lecz jedynie jej dla obrony całości granic, odzyskania samodzielności Narodu i ugruntowania powszechnej wolności używać będę. Tak mi Panie Boże dopomóż i niewinna Męka Syna Twego!”.

– Kościuszko po raz pierwszy poderwał do walki wszystkie stany, i chłopstwo, i mieszczan, i nawet Żydów, żeby wspomnieć zbrojny oddział konny Berka Joselewicza – mówi Leszek Cierpiałowski. – Bardzo dobrze przygotowane były odezwy do różnych stanów, kobiet, przedstawicieli innych wyznań, czyli propaganda, jak byśmy dzisiaj powiedzieli. Były odczytywane z ambon kościołów, ale i w synagogach, i przybytkach innych wyznań. Ludzie oddawali swoje majątki na potrzeby tej walki, a niejednokrotnie kładli na szali własne życie. 

W miejscu, w którym Kościuszko przysięgał – na Rynku Głównym, między ulicami św. Anny i Szewską – jest dzisiaj kamienna tablica pamiątkowa, wykonana z czarnego marmuru, wmurowana w płytę Rynku w 1964 r. Pierwotna, oryginalna została wyrwana przez Niemców w czasie okupacji. Została odnaleziona w 1961 r., ale już wcześniej, w 1946 r., podczas uroczystych obchodów 200-lecia urodzin Kościuszki, położono nową płytę, którą 18 lat później raz jeszcze zmieniono. 


Na Rynku Głównym, w miejscu, gdzie przysięgał Kościuszko, umiejscowiona jest pamiątkowa płyta, fot. Jarosław Tomczyk

– W krakowskim Muzeum Narodowym można natomiast zobaczyć sztandar, na który Kościuszko przysięgał – dodaje dyrektor Cierpiałowski. – Wiąże się z nim ciekawa historia. Jest na nim data 1794. Wygląda, jakby był przygotowany na tę przysięgę, ale jak się dobrze przyjrzeć, to „9” było odprute, a wcześniej przyszyte jako „6”. Początkowo sztandar miał bowiem datę 1764 i był uszyty… na wizytę króla Stanisława Augusta w Krakowie. 

Po rozpoczęciu powstania Kościuszko ze swoją armią rozpoczął marsz ku Warszawie, chcąc przyspieszyć wybuch walk w stolicy i rozprzestrzenić powstanie na pozostałe, jeszcze wolne ziemie polskie. Pochód wojsk polskich blokowały jednak oddziały rosyjskie. Dowódca rosyjski, gen. Fiodor Denisow, obsadził ten rejon kolumną gen. Aleksandra Tormasowa, który miał pod sobą ok. 3 tys. żołnierzy i 12 dział. Wojska Kościuszki liczyły wówczas blisko 4 tys. żołnierzy, 2 tys. kosynierów i również 12 dział. 

Naczelnik zdecydował się na walną bitwę, która rozegrała się 4 kwietnia 1794 r. pod Racławicami. Wojska polskie odniosły zwycięstwo. Nie miało ono większego znaczenia militarnego, ale wpłynęło na morale Polaków i przyczyniło się do rozszerzenia powstania. Niestety, późniejsze porażki pod Szczekocinami i Maciejowicami, gdzie gen. Kościuszko dostał się do niewoli, przesądziły o losach powstania.


Od trzech lat na Kopcu zwiedzać można multimedialne muzeum poświęcone Kościuszce, fot. Muzeum Kościuszkowskie w Krakowie

Pomnik bohatera

– Kościuszko zmarł na emigracji w Szwajcarii, w roku 1817 – mówi Leszek Cierpiałowski. – Rok później sprowadzono jego zwłoki do Krakowa. Najpierw były złożone w kościele św. Floriana. Przez kilka miesięcy odbywały się do nich pielgrzymki chłopów, mieszczan i szlachty. Potem generał spoczął w krypcie na Wawelu jako pierwszy niekról pośród monarchów. Pogrzeb zgromadził tysiące osób. Jego sarkofag z białego marmuru dębnickiego w krypcie św. Leonarda ufundowano ze zbiórki publicznej zorganizowanej przez Komitet Kopca Kościuszki w roku 1832. 

Komitet jest stowarzyszeniem działającym już od ponad 200 lat. Został utworzony w listopadzie 1820 r. decyzją Senatu Rzeczypospolitej Krakowskiej. 

– Chciano uczcić pamięć naczelnika pomnikiem – tłumaczy dyrektor Cierpiałowski. – Uzyskano od władz zaborczych zgodę na jego wybudowanie, ale obawiano się, że pomnik z kamienia albo z metalu wcześniej czy później ulegnie zniszczeniu. Postanowiono zatem zbudować go wzorem kopców krakowskich, Wandy czy Kraka, które istniały tu od VII/VIII w., a więc jeszcze od czasów sprzed polskiej państwowości. Nawiązywano w ten sposób do czasów słowiańskich i zapoczątkowano modę budowy symbolicznych mogił, jak je wtedy nazywano.

Dyrektor podkreśla, że w realizację tego romantycznego pomysłu można było zaangażować wszystkie stany. Każdy mógł się udzielić przy budowie, czy to pracą, czy datkami na opłacenie robotników. 

– Dysponujemy listą darczyńców, którzy ofiarowali od grosza czy trzech do kilkunastu tysięcy złotych; wszyscy są odnotowani. Mamy pomysł jej opublikowania, by każdy odwiedzający kopiec mógł sprawdzić, czy czasem jego przodek nie dokładał się do budowy – tłumaczy nasz przewodnik.

Uroczyste rozpoczęcie sypania kopca 16 października 1820 r. stało się wielkim wydarzeniem, przyciągnęło wielu Polaków, także spoza granic Rzeczypospolitej Krakowskiej: weteranów powstania, chłopów, młodzież. Choćby symboliczny udział w sypaniu stał się patriotycznym obowiązkiem, brali w nim też udział cudzoziemcy odwiedzający miasto. Ostatecznie budowę zakończono 25 października 1823 r. 

– Jednego nasi przodkowie nie przewidzieli – wyjaśnia Leszek Cierpiałowski. – Ziemia na Wzgórzu św. Bronisławy jest podobna do lessowej i, niestety, podatna na upłynnianie się przy deszczach, co grozi osuwiskami. Dlatego teraz kopiec jest wzmocniony murem oporowym, którego wcześniej nie było. Miejsce pod kopiec na wzgórzu zostało podarowane przez siostry norbertanki, które u podnóża Wzgórza św. Bronisławy mają klasztor na Zwierzyńcu. Siostry podarowały też ziemię dla założenia gospodarstw dla kilku kościuszkowców, z których mogliby się utrzymywać. Nawet takie powstały, ale Austriacy zaczęli planować budowę twierdzy i kopiec obudowano po roku 1848 fortem, jako część całego systemu umocnień przed Rosjanami. Fort II nazwano „Kościuszko”, co wskazuje na szacunek Austriaków do generała. 

Ścieżki multimedialne

Kopiec Kościuszki w Krakowie jest strzelisty i wysoki. Wznosi się 330 m n.p.m. i 131 m nad poziom Wisły, toteż przy bardzo dobrej pogodzie widać z niego nawet Tatry. W listopadzie 2017 r. wraz z otoczeniem – kaplicą św. Bronisławy i fortem – został ustanowiony pomnikiem historii. To status przyznawany przez prezydenta RP zabytkom o szczególnej wartości historycznej, naukowej i artystycznej, mającym duże znaczenie dla dziedzictwa kulturalnego Polski.

Obecnie główną atrakcją Kopca jest mieszczące się w forcie u jego podnóża Muzeum Kościuszkowskie. Wszystkie wpływy z biletów są przeznaczane na utrzymanie Kopca i wsparcie dziedzictwa tradycji kościuszkowskiej. Wewnątrz muzeum zainstalowana została multimedialna i interaktywna wystawa stała „Kościuszko – bohater wciąż potrzebny”.  

– Kiedy zwiedzający na nią wchodzi, tytuł wystawy może mu się wydać niejasny. Ale ten znak zapytania na końcu trasy znika – mówi Leszek Cierpiałowski. – Muzeum multimedialne ma dopiero trzy lata, wcześniej były tu wystawy tradycyjne. Trasa obejmuje kilka ścieżek dla różnych zwiedzających. Własną ścieżkę zwiedzania, dwujęzyczną, mają również najmłodsi, dla których przygotowano wiele atrakcji i ciekawostek. Cieszy się bardzo dużym powodzeniem. Całość to wciągająca, nowoczesna opowieść o Kościuszce, w której zamiast tradycyjnych gablot muzealnych znajdziemy elementy filmu, teatru czy gry komputerowej. 

Dominującą rolę na wystawie odgrywają oryginalne artefakty, świadkowie życia bohatera. Opowieść prowadzi widza kolejno przez komnaty wtajemniczenia młodego bohatera w życie, osobisty dramat niespełnionej młodzieńczej miłości do Ludwiki Sosnowskiej, podróż do Ameryki i wojnę o jej niepodległość, która z młodzieńca czyni osobę dojrzałą i znaną. Kolejne sceny zostały zbudowane wokół udziału bohatera w wojnie z Rosją w 1792 r. Jest to walka, która z mężczyzny czyni bohatera, osobę sławną, otoczoną czcią i kultem. Punktem kulminacyjnym jest przysięga na Rynku krakowskim 24 marca 1794 r. i objęcie dowództwa nad powstaniem.


Dominującą rolę na wystawie odgrywają oryginalne artefakty, fot. Muzeum Kościuszkowskie w Krakowie

Góra Kościuszki

Komitet Kopca Kościuszki gromadził obiekty związane z Tadeuszem Kościuszką od początku swego istnienia. Do obiektów związanych z generałem należą jego portrety wykonane różną techniką: obrazy olejne i grafiki (m.in. olejny „Portret Tadeusza Kościuszki w mundurze generalskim” Walerego Eljasza Radzikowskiego), rzeźby oraz plakiety i medale z jego wizerunkiem, osobiste pamiątki po Kościuszce. Są to też obrazy i grafiki prezentujące wydarzenia z życia Kościuszki, XVIII-wieczne dokumenty archiwalne, a wśród nich m.in. druki ulotne odezw z okresu powstania i najważniejszy dokument, Uniwersał połaniecki z 1794 r. (przyznawał on ograniczoną wolność osobistą chłopom pańszczyźnianym). Do najcenniejszych eksponatów z okresu insurekcji należą trzy kule armatnie małego kalibru z pola bitwy pod Racławicami. Dodatkowo wytwory kultury materialnej, które były wyrazem ogromnej popularności Kościuszki, jak choćby telegramy patriotyczne czy kartki pocztowe.

– Najcenniejsza w naszym muzeum jest opowieść – podsumowuje dyrektor Cierpiałowski. – Nie mamy aż tak wiele eksponatów, te najcenniejsze są w krakowskich Muzeum Narodowym i Muzeum Czartoryskich. To zresztą zbiory komitetu, który nie miał swojej siedziby, były gromadzone przez prezesów, oddawane do tych placówek w depozyt, a później okazało się, że zostały tam na zawsze. Ale mamy choćby ryngraf Tadeusza Kościuszki z czasów Szkoły Rycerskiej w Warszawie, replikę szabli, jego kamizelkę. Ciekawostką jest żeton z wyspy Martynika, na którą trafił, gdy rozbił się jego statek płynący do Ameryki. Tylko kilku rozbitków, w tym Kościuszko, na szczątkach dopłynęło do Martyniki. Kościuszko to postać wyjątkowa dla Rzeczypospolitej, a jeszcze można się nim pochwalić na arenie międzynarodowej, bo był też przecież generałem amerykańskim i obywatelem honorowym Francji. Nie zapominajmy też, że jego imieniem nazwany jest najwyższy szczyt Australii – Góra Kościuszki. Nadał tę nazwę w 1840 r. wybitny odkrywca Paweł Edmund Strzelecki. Niedawno jeden z polityków forsował zmianę jej nazwy, ale staraniem Polonii australijskiej udało się ją obronić. Gościliśmy zresztą na naszym Kopcu przedstawicieli Aborygenów, którzy opiekują się górą w Australii. 


Trasa muzeum obejmuje kilka ścieżek dla różnych grup zwiedzających, fot. Muzeum Kościuszkowskie w Krakowie

Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 11 (33) 23-29/03/2024