Konserwatyści chcą integrować Wileńszczyznę z Litwą


Vytautas Landsbergis, fot. radaviciai.lt, aut. Ž. Radavičius
Złote myśli na temat polskiej mniejszości nadal sypią się z ust litewskich polityków jak z rogu obfitości. Tym razem swoimi przemyśleniami podzielił się dinozaur sceny politycznej, poseł do Parlamentu Europejskiego Vytautas Landsbergis. Podczas posiedzenia rady macierzystej partii Związek Ojczyzny - Chrześcijańscy Demokraci Litwy polityk stwierdził, że w rejonie wileńskim trwa szantaż społeczny, a nawet terror. Z kolei premier Andrius Kubilius podkreślił, że najwyższy czas zintegrować wreszcie Wileńszczyznę z resztą Litwy. W tym celu ma zostać nawet utworzona specjalna komisja.
W sobotę premier A. Kubilius, występując na posiedzeniu rady partii konserwatystów, przypomniał swoją niedawną wizytę w rejonie wileńskim i solecznickim. Według szefa rządu ten region, położony tak blisko stolicy, w ogóle nie wykorzystuje możliwości ekonomicznych, a częściową odpowiedzialność za to ponoszą lokalni politycy.

„Z powodu polityków Akcji Wyborczej Polaków na Litwie region staje się coraz bardziej hermetyczny. Wskutek tego region nie wykorzystuje swego potencjału pod względem wielu parametrów ekonomicznych” - tłumaczył premier.

Premier wyraził żądanie, ażeby miejscowi polscy politycy „z taką samą miłością” traktowali mniejszość litewską na Wileńszczyźnie, z jaką władza centralna traktuje mniejszość polską. Polacy, jego zdaniem, są otoczeni na Litwie niezwykłą miłością. Mają tu lepsze warunki niż mniejszość polska w jakimkolwiek innym kraju. Przykładem tego jest choćby koszyczek ucznia, który w szkołach mniejszościowych jest większy niż w litewskich o 15 procent.

Litwini na Wileńszczyźnie natomiast, według A. Kubiliusa, są mniejszością i to właśnie oni potrzebują specjalnych względów. Na przykład niedopuszczalne jest, aby regionalne władze przeszkadzały polskim lub białoruskim rodzinom w oddawaniu dzieci do szkół litewskich.

Premier z satysfakcją podkreślił, że w rejonie solecznickim sytuacja jest lepsza niż w wileńskim - więcej tam demokracji, a w litewskim Gimnazjum Tysiąclecia uczy się około 70 procent uczniów o nielitewskim pochodzeniu. „To nie jest złe, to jest dobre” - stwierdził premier, dodając, że rodzice, powierzając dzieci do szkół litewskich, najwyraźniej myślą o ich przyszłości na Litwie.

„Jak jest w innych miasteczkach, świetnie wiemy. Jeśli polscy czy białoruscy rodzice wysyłają swoje dzieci do litewskiej szkoły, starosta lub inny urzędnik zaraz próbuje z tymi rodzicami porozmawiać. Obojgu merom powiedziałem: Tego na pewno nie będziemy tolerować, bez żadnych wątpliwości” - odgrażał się szef rządu.

Z inicjatywy A. Kubiliusa zostanie wystosowane pismo do rządu z propozycją utworzenia Komitetu Dialogu, w którym byłyby omawiane problemy mniejszości polskiej na Litwie i mniejszości litewskiej na Wileńszczyźnie. W komitecie mieliby pracować przedstawiciele rządu, samorządu rejonu wileńskiego i solecznickiego, społeczności polskiej i litewskiej, zamieszkałych na terenach tych samorządów.

Patriarcha konserwatystów V. Landsbergis przygotowany projekt nazwał „zielonym”, jednak przyznał, że rząd powinien poświęcić szczególną uwagę regionowi Wileńszczyzny. Jego zdaniem istnieją politycy i działacze, pracujący w kierunku izolacji regionu, ale ludność „instynktownie się temu sprzeciwia”.

  „To jest fenomen, który mnie zadziwia. Zdawałoby się, ludzie są tacy prości, zahukani, nie są żadnymi tam wielkimi politykami, i idą ze swoim problemem do jakiegoś tam starostwa, do jakiegoś naczelniczka, a im mówi się: "No dobrze, moglibyśmy ci pomóc, ale czemu twoje dziecko chodzi do litewskiego przedszkola?". I dają do zrozumienia, że zrób coś z tym, wtedy my rozpatrzymy twój problem. To jest szantaż społeczny. A nawet mały terror. Mimo to ludzie oddają dzieci do litewskich przedszkoli, szkół, mimo tych ostrzeżeń, zastraszania. To napawa optymizmem” - cieszył się eurodeputowany.  

Polityk przewiduje, że wielu ludzi może odebrać dążenia do zintegrowania Wileńszczyzny z resztą Litwy jako próbę asymilacji, jednak nie trzeba się tym zrażać. Zwrócił uwagę, że problemy Polaków na Litwie usiłuje się przedstawiać jako barierę w stosunkach polsko-litewskich, tymczasem jego zdaniem są to wewnętrzne sprawy samej Litwy.

„W takim wypadku trafiamy pod międzynarodową kontrolę nowego wielkiego brata, skoro sami tak bardzo dbamy o to, by wielki brat był zadowolony. Wielcy bracia nigdy nie są do końca zadowoleni. Najważniejsze, byśmy sami byli zadowoleni i uczciwi w tym, co robimy dla dobra ludzi”- podsumował polityk.  

Na podstawie:  delfi.lt, BNS

Komentarze

#1 UWAGA: nagły atak mohera

UWAGA: nagły atak mohera DEPRESJA PARANOIDALNA!

#2 Myślę ze u podstaw myślenia

Myślę ze u podstaw myślenia V.Ladsbergisa jest obsesyjne widzenie historii negujące istnienie wspólnego
Litewsko-Polskiego państwa ,odmawianie Polakom praw do wileńszczyzny po wyzwoleniu z zaboru rosyjskiego w 1918, i zawłaszczanie polskiego wiekowego dorobku kulturowego Wilna.
Należał on do litewskich kolonistów którzy pojawili się w Wilnie w 1940r i opuścili w popłochu miasto
przed nadciągającą Armia Czerwoną na początku lipca 1944 w obawie poniesienia kary za kolaboracje Litwinów z Niemcami. Aktualnie chodzi o kontynuowanie procesu wynaradawiania Polaków w atmosferze
zarzutów i zemsty .

Sposób wyświetlania komentarzy

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zachowaj ustawienia", by wprowadzić zmiany.