Klasztory rzymskokatolickie na wschodzie Rzeczypospolitej. Bernardyni. Cz. 1


Pobernardyński kościół w Warkowiczach, fot. Dmytro Antoniuk
Tym razem opowiem o zakonie oo. bernardynów – zgromadzeniu, obecnym jedynie w Rzeczypospolitej. Nie będę tu zatrzymywał się na opisach lwowskiego czy sokalskiego klasztorów tego zakonu (Kurier Galicyjski opisywał te obiekty niejednokrotnie), natomiast podam informacje o mniej znanych ośrodkach tego zgromadzenia.





Bernardyni – to skasowana przez papieża Leona XIII gałąź zakonu franciszkanów. Przed połączeniem ich z innymi odłamami (alkantarzystami, reformatami czy rekolektami) należeli do zakonu Braci Mniejszych (Ordo Fratrum Minorum Regularis Observantiae). W odróżnieniu od Braci Mniejszych Konwentualnych ten odłam przestrzegał ściśle regułę św. Franciszka, prowadził surowe życie zakonne, nie posiadając własności prywatnej. Nazwa „bernardyni” przyjęła się od krakowskiego klasztoru św. Bernarda z Sieny, założonego w połowie XV wieku przez św. Jana Kapistrana. Stąd zakon związany jest ściśle z Rzecząpospolitą, chociaż w Europie czasami „bernardynami” określają też cystersów, założonych przez św. Bernarda z Clairvaux.

Pierwsi bernardyni (obserwanci) pojawili się we Lwowie na początku wieku XVII. Następnie powołano ruską prowincję zakonu pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia NMP. Mieli taką samą symbolikę, ubiór, statut co i Bracia Mniejsi. Architektura obiektów bernardyńskich jest przejawem najcenniejszych zabytków okresu renesansu i baroku. Zakon zawsze odgrywał znaczną rolę w obronie tych terenów, gdzie powstawały jego ośrodki. Były to prawdziwe fortece, których pozostałości do dziś możemy podziwiać w Zasławiu, Brzeżanach czy Sokalu.

Ruszamy w teren: w połowie trasy P-05 między Równem a Sarnami leży miejscowość Kustyń. Należy odszukać tu murowaną (bo jest też drewniana) cerkiew św. Mikołaja, leżącą przy skraju wsi nad malowniczym jeziorem. Jest to dawny kościół klasztoru bernardynów, założonego przez kasztelana kijowskiego Kazimierza Steckiego w 1732 roku i konsekrowanego po prawie trzech dziesięcioleciach. Syn fundatora Jan Kazimierz Stecki – to jego pałac zachował się w Wielkich Międzyrzeczach – wybudował tu wspaniałą rezydencję, po której zachował się jedynie rozległy park.


Pobernardyński kościół w Kustyniu, fot. Dmytro Antoniuk

Klasztor bernardynów w Kustyniu gromadził setki pielgrzymów na odpusty, które odbywały się tu na cześć cudownych obrazów Matki Boskiej Sokalskiej i św. Antoniego z Padwy. W 1833 roku klasztor skasowano i obiekt przekazano prawosławnym. Po powrocie tych terenów do Rzeczypospolitej klasztor rewindykowano, czyli zwrócono pierwotnym właścicielom. Według opisu w przewodniku Mieczysława Orłowicza z 1929 roku kościół był dwuwieżowy, do niego dobudowano dwupiętrowy klasztor. Po II wojnie światowej klasztor znów przekazano prawosławnym. Ci zmienili wygląd świątyni, dobudowując drewnianą kopułę i przed wejściem takąż dzwonnicę, która spłonęła w 1994 roku.

Dziś po katolickiej przeszłości nie pozostało nic oprócz murów. Nie ma już zabudowań klasztornych, ale dobrze widoczne są ich fundamenty. Ocalał jedynie niewielki budynek, obok którego była brama.


Pobernardyński kościół w Warkowiczach, fot. Dmytro Antoniuk

W tym samym obw. rówieńskim w miejscowości Warkowicze zachował się, wprawdzie nie w całości, klasztor bernardynów. Zabytek został założony w 1729 roku przez właściciela miejscowości Jakuba Ledóchowskiego i jego małżonkę Marię. Po prawie dziesięciu latach klasztor konsekrowano. Obiekt składał się z dość skromnego jednonawowego kościoła i budynku klasztornego, przylegającego od północy do kościoła. Klasztor otoczony był murami z dekoracyjnymi wieżyczkami w narożnikach. Do dziś ocalał kościół, znaczne fragmenty murów z zamurowaną furtą i jedna wieżyczka.

Bernardyni prowadzili tu aptekę i szkołę. Klasztor skasowano w 1832 roku. Wówczas rozebrano zabudowania klasztorne (pozostały po nich jedynie zarysy fundamentów). Kościół przekazano prawosławnym, którzy otworzyli tu cerkiew pw. Narodzenia NMP. W okresie międzywojennym katolicy przywrócili sobie dawną własność, ale po wojnie znów przejęli ją komuniści, umieszczając tu magazyny. Doprowadziło to do rujnacji obiektu – zapadł się dach. W 1992 roku ruinę przekazano ewangelikom, którzy gruntownie wyremontowali kościół, ratując w ten sposób zabytek. Niestety, ściany są jedyną pozostałością po dawnym czasach.

Należy tu zwrócić uwagę, że niektóre polskie przewodniki podają mylne informacje, że dawny kościół to obecnie cerkiew. Nie jest tak, bowiem cerkiew w Warkowiczach wybudowana została po 1930 roku.

W Warkowiczach urodził się znany botanik i kronikarz Andrzej Andrzejowski – profesor Liceum Krzemienieckiego. Pozostawił po sobie bogate wspomnienia o życiu szlachty wołyńskiej.

W czasie II wojny światowej w Warkowiczach zostało urządzone getto, podczas likwidacji którego w 1942 roku wybuchło powstanie. Około 400 osób zginęło w walkach, ale około 1,5 tysiąca uciekło.

Książę Janusz Ostrogski założył nie tylko klasztor franciszkanów w Międzyrzeczu, ale i klasztor bernardynów w Dubnie. Według różnych danych nastąpiło to w 1608, 1614 lub 1620 roku, kiedy to właśnie zmarł. Po nim fundację kontynuowali jego spadkobiercy Aleksander i Władysław Dominik Zasławscy. Budowa kościoła została ukończona w 1629 roku, a zabudowania klasztorne – po dwudziestu latach.

Ośrodek bernardynów w Dubnie był nie tylko obiektem sakralnym, ale i prawdziwą fortecą: klasztor otaczały mury obronne, od wschodniej strony bronione przez masywną dwukondygnacyjną basztę, która zachowała się do końca XIX wieku. Obronną była również i strzelista wieża kościoła. W 1720 roku spłonął kościół pw. Niepokalanego Poczęcia NMP, a w 1763 i sam klasztor. Odbudowy podjął się starosta niżyński Kazimierz Iliński wraz z żoną Anną, która w ogrodzie klasztornym wzniosła Kalwarię. W kryptach kościoła chowano wówczas książąt i okoliczną szlachtę (Lubomirskich, Ilińskich, Frankowskich). Ich pochówki zostały odkryte przez archeologów już w czasach niezależnej Ukrainy.

Przed przejęciem tych ziem przez sowietów kościół miał kilka rokokowych ołtarzy, prawdopodobnie autorstwa ucznia Pinsla Franciszka Olendzkiego; ściany dekorowały freski Walentego Żebrowskiego z połowy XVIII wieku. Ozdobą kościoła był potężny, na wzrost człowieka, mosiężny pięcioramienny świecznik, odlany w Hamburgu na zamówienie Ostrogskich. Obecnie znajduje się w muzeum na zamku w Dubnie.

Ojcowie bernardyni utrzymali się w swym klasztorze do kasacji 1855 roku, gdy kościół przekazano prawosławnym na cerkiew św. Mikołaja. Freski Żebrowskiego zamalowano, łacińskie sentencje zamieniono na starorusko-cerkiewne, a postacie czterech papieży przemalowano na czterech Ewangelistów. Prawdopodobnie w tym też okresie przebudowano i fasadę kościoła, zakrywając wspaniały renesansowy portyk.


Pobernardyński klasztor w Dubnie, fot. Dmytro Antoniuk

Na początku wieku XX przeniesiono do Dubna 25 zakonnic z klasztoru w Horodyszczu, w zabudowaniach pobernardyńskich założyły one swój ośrodek. Po pożarze, który zniszczył dach kościoła w 1911 roku, mniszki nakryły mury nowym dachem, ale już z kopułą i czterema wieżyczkami. Nowe elementy zmieniły kształt świątyni, wobec tego bernardyni, którzy powrócili tu w 1920 roku, rozebrali te elementy. Demontowania cebulastych wież podjął się mieszkaniec Dubna Stanisław Mazurkiewicz. Gdy pracował na dachu, ksiądz modlił się, by nie spadł. Mimo to jednak spadł. Według wspomnień mieszkanki Dubna Rafalskiej, Mazurkiewicz padając zdążył zaczepić się ręką o coś i się nie zabił, ale zaczęły usychać mu ręce. Pan Stanisław modlił się gorliwie, odprawił czterdziestodniowy post o chlebie i wodzie – na początku bez skutku. Z czasem jednak wyzdrowiał.


Pobernardyński klasztor w Dubnie, fot. Dmytro Antoniuk

Bernardyni nie zatrzymali się na długo w swym klasztorze – ustąpili miejsca jezuitom, którzy otworzyli tu seminarium papieskie, gdzie kształcili kapłanów-neounitów mających nawracać prawosławnych na Wołyniu na łono Kościoła katolickiego. Seminarium zamknięto po II wojnie światowej, a w jego podziemiach NKWD urządziło więzienie. Przypomina o tym tablica na zewnętrznym murze świątyni. Przy tym murze rozstrzeliwano więźniów, o czym świadczą zachowane ślady po kulach. Po likwidacji tego obiektu ludzkie szczątki ze śladami okrutnych tortur znaleziono w kryptach i pochowano godnie na miejscowym cmentarzu.

Po więzieniu urządzono w kościele magazyny, a w klasztorze fabrykę pasmanterii. W tym okresie prawdopodobnie rozebrane zostało przejście łączące obie budowle. Dziś mało kto zwraca uwagę na opuszczone skrzydło budynku z celami zakonnymi obłożone z jednej strony ohydną sowiecką glazurą. Jeśli obejść te zabudowania, od tyłu zobaczyć można przypory, stare obramowania okien. Historycy twierdzą, że pierwotnie budynek klasztorny był perełką architektury barokowej, ale został pozbawiony wszelkiego zdobnictwa w połowie XIX wieku.

Niestety nie udało mi się wejść do środka, ale polskie źródła twierdzą, że pozostały tam oryginalne elementy architektoniczne.

Kościół na początku lat 90. XX wieku przekazany został cerkwi prawosławnej kijowskiego patriarchatu. Nadal prowadzone są tu prace remontowe. Freski Żebrowskiego są już zupełnie niewidoczne, jedynie na tęczy prezbiterium są ich zarysy. Nic, oprócz wspomnianego już renesansowego portalu, nie przypomina okresu bernardyńskiego.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 21 (313) 16-29 listopada 2018