Kilkaset osób oddało hołd Nawalnemu w Wilnie


Fot. BNS
Około pół tysiąca osób z zaświeconymi latarkami w telefonach komórkowych oddało w piątek wieczorem, 16 lutego, hołd zmarłemu liderowi rosyjskiej opozycji Aleksiejowi Nawalnemu. Spontaniczna manifestacja odbyła się w centrum Wilna przy Muzeum Okupacji i Walk o Wolność.






Przed pomnikiem ofiar sowieckiej okupacji, znajdującym przy muzeum, ustawiono portret Aleksieja Nawalnego oraz plakat z napisem „Putin morderca”. Złożono tam też kwiaty i zapalono znicze.

Wśród zebranych było wielu Rosjan mieszkających na Litwie – odnotowała agencja BNS.

„To musiało się wydarzyć. Nawalny cierpiał wystarczająco długo” – podkreślił Aleksiej, jeden z uczestników protestu. W jego ocenie odpowiedzialność za śmierć opozycjonisty „niewątpliwie ponosi Putin”.

Rosjanka, która przyjechała na Litwę z Rosji w ubiegłym roku, przyznała, że Nawalny był „osobą, która wyrażała jej opinię i dawała nadzieję”. „Nawet w więzieniu był w stanie znaleźć siły, by przekazać je tym, którzy sprzeciwiają się (reżimowi). (...) Sądziłam, że będzie żył wiecznie” - powiedziała.

W piątek wieczorem znicze zapłonęły też przed budynkiem ambasady Rosji w Wilnie.

Rosyjskie służby więzienne zakomunikowały w piątek, że 47-letni Nawalny zmarł nagle w kolonii karnej za kołem podbiegunowym w Jamalsko-Nienieckim Okręgu Autonomicznym, na Dalekiej Północy. Nawalny "poczuł się źle" i "stracił przytomność". Mimo wezwania pogotowia ratunkowego i prób reanimacji opozycjonista zmarł - utrzymują służby więzienne.

W styczniu br. minęły trzy lata, odkąd Nawalny został aresztowany i uwięziony po powrocie do Rosji z Niemiec, gdzie leczył się po próbie otrucia, przeprowadzonej najpewniej przez rosyjskie służby specjalne. Władze wszczęły wobec niego kolejne sprawy karne, skutkujące wyrokami przewidującymi.

Na podstawie: BNS, PAP