Jak Dant – przez piekło przeszedłem za życia ...


Zygmunt Krasiński, fot. pl.wikipedia.org
W bieżącym miesiącu mija 160 lat od chwili opuszczenia tego świata przez Zygmunta Krasińskiego. Ta krągła data jest świetną okazją do przypomnienia znaczącego dorobku jednego z "wielkiej trójcy" romantycznych wieszczów, do jakiej się powszechnie wpisuje Mickiewicza, Słowackiego i właśnie Krasińskiego. Szczerze mówiąc, to właśnie ten ostatni bywa też czasem kwestionowany, jeżeli chodzi o miejsce na tak wysokim parnasie. Próbuje się go czasem zamienić na Norwida. Najsłuszniej byłoby mówić o "wielkiej czwórce", ale to już liczba mniej symboliczna, stąd zapewne te przetasowania.

Deptać musiałem obcych ludzi łany

Zygmunt Krasiński urodził się 19 lutego 1812 roku w Paryżu i w tym samym miesiącu, 23 lutego 1859 roku, a więc zaledwie po czterdziestu siedmiu latach bogatego, treściwego życia przyjdzie mu opuścić ziemskie bytowanie. 
Jak w życiu każdego, koleje losu poety, dramatopisarza, powieściopisarza, filozofa były w jakiś sposób naznaczone przez pewne niezależne od niego okoliczności. Urodził się w rodzinie hrabiowskiej, był synem Wincentego Krasińskiego, generała napoleońskiego, który też w domu stosował niemal wojskowe rygory, gdyż nie bardzo się liczył z wolą syna. Sytuację Zygmunta na pewno utrudniło to, że bardzo wcześnie, bo mając zaledwie 10 lat, utracił matkę. 
Arystokratyczne pochodzenie przyszłego poety zapewniło mu możliwość dobrego wykształcenia, pobieranego początkowo w domu, w Warszawie i w nieopodal położonym majątku rodowym w Opinogórze. Studiował następnie prawo na Uniwersytecie Warszawskim, ale w 1829 roku musiał pożegnać się z uczelnią. Raczej z winy ojca, który zabronił mu udziału w antyrosyjskiej manifestacji patriotycznej, co naraziło młodzieńca na liczne inwektywy ze strony kolegów. 
W tymże roku wyjechał do Szwajcarii. Będąc w Genewie w sierpniu 1830 roku poznał Adama Mickiewicza, co pozytywnie wpłynęło na kształt późniejszej twórczości literackiej Krasińskiego. Starszy kolega po piórze krytycznie ocenił jego pierwociny literackie, które powstawały głównie pod wpływem angielskich romansów grozy, czyli tzw. powieści gotyckiej. Mickiewicz skierował początkującego autora raczej w stronę "poezji myśli". 
Swoich refleksji i przemyśleń na temat historiozofii Krasiński nie mógł, nie potrafił wcielać w życie. Nie uczestniczył w Powstaniu Listopadowym, gdyż znowu musiał poddać się woli ojca, dość lojalnego wobec zaborcy rosyjskiego.
W 1832 roku Zygmunt Krasiński wraca do kraju. Rodzic pragnął otworzyć przed nim karierę dyplomatyczną. Będąc w Petersburgu przedstawił go carowi Mikołajowi I. Tym razem jednak syn potrafił się oprzeć. Jako że miał problemy ze wzrokiem, znalazł pretekst dla ponownego wyjazdu na Zachód. Przebywał najczęściej we Włoszech i Francji, co nie oznaczało jednak całkowitego wyzwolenia się spod władzy ojca, który, pieczołowicie dbając o honor rodu, nie zostawił w spokoju nawet życia prywatnego syna. 

Nie-Boska komedia Irydion

Do historii literatury wszedł Zygmunt Krasiński głównie jako autor takich dramatów historiozoficznych, jak Nie-Boska komedia (1835) oraz Irydion (1836).
Tytuł pierwszego nawiązuje, jak widać, do arcydzieła literatury światowej, jakim jest Boska komedia Dantego. Nie tylko tytuł jest aluzją do średniowiecznego poematu włoskiego. Podjęty też został podobny motyw wędrówki bohatera przez piekło, z tą różnicą, że wykreowany przez Krasińskiego hrabia Henryk przemieszcza się nie przez dosłowne, lecz przez ziemskie piekło, stworzone przez ludzi, przez będące konsekwencją ich działań wstrząsy rewolucyjne. Twórca określił swój dramat jako "dotyczący wieku naszego". Jest to dzieło o szarpanej konfliktami społeczności, o katastroficznej perspektywie, jaka zagraża ludzkości. Jest to także dramat o poecie, o jego miejscu w tym kłębowisku sprzeczności. 
Części I i II Nie-Boskiej komedii przedstawiają dramat osobisty, części III – IV eksponują problematykę społeczną. Wszystkie je spaja osoba głównego bohatera, którym jest, jak i sam autor, poeta-arystokrata. 
Część pierwszą poprzedza prolog, w którym wyeksponowany jest istotny dla okresu romantyzmu problem poety i poezji. Twórca romantyczny boleśnie odczuwa niewspółmierność między ideałem, jakim powinna być poezja, a niemożnością wprowadzenia jej na ten wysoki piedestał, gdyż przeszkadza "przepaść słowa". Poeta odkrywa w sobie znacznie głębsze odczucia niż może wyrazić i cierpi z tego powodu, jest nieszczęśliwy. Ideałem byłby poeta "błogosławiony", który obcując z Absolutem, nie tylko uprawia poezję, lecz wyróżnia się także piękną, nieskazitelną postawą moralną, potrafi kochać ludzi i czynić coś dla ich dobra. 
Tak być powinno. Tymczasem bohater dramatu, hrabia Henryk, poszedł jakby za daleko. On nie tyle żyje i działa, ile poetyzuje życie. Nastawiony na wyidealizowaną miłość romantyczną nie znosi prozy małżeństwa, rujnuje rodzinę, doprowadza żonę do obłędu. Zanosi się w dodatku na to, że syn także zostanie poetą. Wybujały indywidualizm, egocentryzm nie przynosi szczęścia ziemskiego, nie gwarantuje też dalszej perspektywy, albowiem:
Pokój ludziom dobrej woli – Błogosławiony pośród stworzeń, kto ma serce – on jeszcze zbawion być może. 
Dwie następne części ukazują hrabiego Henryka w działaniu społecznym. Wyolbrzymione przez poezję marzenie o sławie zawiodło go na pole walki. Jest przywódcą arystokracji, broniącej się przed siłami rewolucji, której wodzem jest Pankracy. Bitwa obu zwalczających się obozów rozgrywa się w Okopach Świętej Trójcy na Podolu, miejscu upamiętnionym niegdyś przez konfederację barską. Między obu przywódcami dochodzi do wielkiej szermierki słownej, a ta każdego zostawia przy swojej racji. 
W owym zderzeniu arystokracji i demokracji, przeszłości i przyszłości żadna ze stron nie odnosi jednoznacznego zwycięstwa. Dramatyczne życie Henryka wieńczy tragiczna śmierć. Na jego oczach padają syn i stary sługa. Henryk, ostatni obrońca Okopów, rzuca się w przepaść. Ginie także Pankracy, olśniony nadziemską wizją Chrystusa. 
Katastroficzny dramat o zagładzie świata dwóch racji – jak stwierdziła Maria Straszewska – wieńczyło wieloznaczne zakończenie – interwencja Opatrzności czuwającej nad biegiem dziejów. Dzięki takim i innym efektom dramat przekształca się w metafizyczny. Jest dojrzałym dziełem bardzo młodego, bo będącego zaledwie po dwudziestce, autora. Nie-Boska była polemicznie, ale wysoko oceniona jako "dramat proroczy" przez samego Mickiewicza w jego wykładach paryskich. 
Kolejny dramat, jakim był opublikowany o rok później Irydion, ugruntował sławę młodego twórcy. Boleśnie przeżywający czasy przełomu, pragnący wolności ojczyzny i jednocześnie bojący się wszelkiego rodzaju wstrząsów społecznych, Krasiński nie potrafi się wyzwolić od wizji katastroficznych, od refleksji nad przemijaniem i upadkiem. Tym razem uniwersalizuje swoje nieradosne medytacje, gdyż myśl jego krąży wokół pomników przeszłości Rzymu, którego obrazy-symbole stanowią Koloseum i Bazylika Św. Piotra. 
Pociąga artystę epoka upadku Rzymu (akcja rozgrywa się w III wieku), gdyż wywołuje asocjacje z aktualną wówczas sytuacją jego kraju i narodu. Tytułowy bohater Irydion jest tym razem synem Germanki i Greka. Podobnie, jak jego ojciec, pała on nienawiścią do Rzymu, dążąc do zemsty za upokorzenia, jakie znosi ojczyzna. Los tego bohatera, podobnie jak hrabiego Henryka z poprzedniego dramatu, jest tragiczny i także wiedzie do śmierci samobójczej. 
Dopiero sztucznie zbudzony po wiekach ogląda Irydion upadek Rzymu. Życie w nowym wcieleniu wypełnia żmudną, ofiarną pracą, bo właśnie ona prowadzi do wolności. Bowiem nie zemstą dzieją się wielkie postępy rodu ludzkiego, ale pracą długą wieków – takie jest historiozoficzne przesłanie dramatu Krasińskiego. Zwycięża zatem idea ofiarnej pracy przeciwstawiona siejącym zło, śmierć, zniszczenie spiskom rewolucyjnym. 

I ja też miałem Beatricze moją – Muzy Krasińskiego

Oba dramaty zostały wydane anonimowo. Były dedykowane tej samej osobie, Marii, pod którym to imieniem ukrył poeta Joannę z Morzkowskich Bobrową, w której był wtedy szczęśliwie zakochany. O wzajemność nie było trudno, gdyż Joanna Bobrowa nie zaznała spokoju w małżeństwie z wołyńskim ziemianinem, który prowadził hulaszczy tryb życia. Była matką dwóch córek. Odbywała podróże kuracyjne. 
Krasiński poznał ją w 1834 roku, a więc niedługo przed napisaniem swoich najdonioślejszych dzieł. Bobrowa imponowała także artyście jako entuzjastyczna wielbicielka poezji. Nie była to miłość kojąca, wręcz odwrotnie. Wybranka serca miała nadszarpnięte nerwy, była starsza od Krasińskiego. Życie w ciągłym niepokoju, nieobliczalności, w atmosferze plotek towarzyskich i niezadowolenia ze strony ojca – wszystko to pogłębiało depresyjny wręcz stan samego poety. Właśnie twórczość stawała się w tej sytuacji swego rodzaju ucieczką od niezbyt fortunnego romansu. Już po paru latach męczącego związku poeta wyraża swoje rozterki i niespełnione nadzieje:

Mógłem być z tobą na ziemi szczęśliwy,
Mógłem uwierzyć, że tu z czasem wiosna,
Spływając z niebios na śmiertelne niwy,
Bywa, jak w niebie, świeża i radosna. 

Lecz teraz konam w próżniach ducha mego,
Teraz sam jestem wśród nieskończonego
Okręgu cieniów – i stróża anioła
Śpiew, co mnie dawniej obwiewał dokoła,
Choć dotąd jeszcze gdzieś w górze ulata,
Zda mi się ginąć na kończynach świata! (...) 

Ingerencja ojca, częściowo też własne rozterki poety przyczyniły się do przerwania romansu z Joanną Bobrową. 
Niedługo jednak poeta zaangażuje się w kolejny romans, tym razem z Delfiną Potocką, którą poznał w 1838 roku. Była ona rozwiedziona z mężem-magnatem. Wyróżniała się nieprzeciętną urodą, zdolnościami malarskimi i muzycznymi, była też adorowana przez Chopina. Podobnie jak Bobrowa, kilka lat starsza od poety, wniosła jednak więcej spokoju w trwający wiele lat związek. To pozytywnie odbiło się na zdrowiu poety, wyzwoliło w nim większą energię twórczą. Zachowało się około siedmiuset listów kochanków, które uchodzą za wzorcowe dzieło epistolografii romantycznej. Zawierają one nie tylko egzaltowane zwierzenia zakochanych, ale też refleksje na tematy społeczne, polityczne, religijne itp. 
I ta miłość nie przebiegała jednak bez dramatów. Ojciec, któremu był zazwyczaj posłuszny poeta, uplanował małżeństwo syna z arystokratką Elizą Branicką, którą przyszło poślubić w 1843 roku, co nie oznaczało jednakże zerwania kontaktów z Delfiną. Żona była młoda, piękna, cóż z tego, skoro serce zostało przy innej kobiecie. Nawet po ślubie nie zerwał Krasiński kontaktów z Delfiną, która najlepiej odegrała rolę Beatricze w jego życiu: 

(...) Ach! żyłem, żyłem w tej przepaści długo,
Miotan rozpaczą bezbrzeżną i wściekłą!
I śmierć mi będzie tylko śmiercią drugą:
Jak Dant – za życia przeszedłem przez piekło!
Lecz i mnie także zbiegła w pomoc Pani,
Której się wzroku czarne duchy boją;
I mnie też Anioł wybawił z otchłani,
I ja też miałem Beatricze moją!

O równie piękna! nad planety ciemnie
Nie wzniosłaś skrzydeł twoich precz ode mnie,
By zasiąść w Niebie – bez bólu – niebiańska!
O równie piękna! i bardziej chrześciańska!
Tam gdzie ból rośnie, tam gdzie łza się plemi,
Tyś z bratem twoim została na ziemi!
W jednych my cierniów chadzali koronie,
Krew moich dłoni krwawiła twe dłonie
I z jednych trucizn piekielnego zdroju
My pili razem, o Beatrix moja! (...)


Powyższe strofy pochodzą z poematu profetycznego Przedświt (1843), w którym poeta połączył dwa istotne wówczas dla niego wątki. Dzieło jest zarówno wykładnią idei mesjanistycznej Krasińskiego, jak i ekstatycznym wyrazem zauroczenia miłosnego. Z tłem malowniczego alpejskiego pejzażu, gór i jeziora, harmonijnie korespondują wyszukane zwierzenia i marzenia senne kochanków. 
Utwór jest poprzedzony wstępem historiozoficznym. Tęsknota za ojczyzną unosiła myśl poety ku dawnej Polsce, ku takim rycerzom, jak hetman Czarniecki, który świetność Polski wiązał z jej wiernością Chrystusowi, który nawet upadek państwa traktował jako dany przez Boga dla spełnienia jakiejś wielkiej misji. Właśnie Czarniecki jest wiedziony przez Matkę Bożą na ostatni, decydujący bój. Poemat zamyka cudowna wizja przepięknej Polski, którą uosabia kobieta, ukazana w promieniach zorzy i girlandach róż. 
Ojczyzna zatem – to jedna z najważniejszych muz. Nie wystarczy tylko pisać o niej. Nastawiony zazwyczaj na kontemplację poeta próbuje tym razem przezwyciężyć wielki romantyczny dylemat, rozdźwięk między poezją a życiem, wybierając jakoby aktywność, działanie: 

Harfy już nigdy, nigdy nie nastroję!
Drogi przed nami otwarte są inne:
Zgińcie, me pieśni – wstańcie, Czyny moje! 

Poemat zdobył niemałą popularność, trafił w nastroje wyczekujących wolności rodaków. Mniejsza o to, że nie rysował jakiejś bardziej ziemskiej drogi do odniesienia zwycięstwa nad zaborcami, że liczył głównie na cud, ale wlewał w serca nadzieję: piękna, wolna, słoneczna przyszłość wcześniej czy później nastąpi. 

Ach! w sercu moim są niebiańskie dźwięki

Wbrew złożonej w poemacie deklaracji, "pieśni", na szczęście, "nie zginęły". Nadal wypowiadał się Krasiński wierszem, czasem bezpośrednio na temat swojego poezjowania. Do jego utworów autotematycznych wkradają się nieraz rozterki, zbieżne z tymi, które zostały włożone w usta hrabiego Henryka z Nie-Boskiej komedii. Dążenie do doskonałości wywołuje niedosyt, niezadowolenie. Dusza poety mieści w sobie o wiele więcej niż można wyrazić. Trudno zresztą określić, ile w tym pozy, ile szczerości, bo przecież nie da się uwierzyć, że poeta mówi serio, chyba raczej ironizuje w wierszu jak poniższy: 

Bóg mi odmówił tej anielskiej miary,
Bez której ludziom nie zda się poeta;
Gdybym ją posiadł, świat ubrałbym w czary,
A że jej nie mam, jestem wierszokleta.

Ach! w sercu moim są niebiańskie dźwięki,
Lecz, nim ust dojdą, łamią się na dwoje;
Ludzie usłyszą tylko twarde szczęki,
Ja dniem i nocą słyszę serce moje!

Ono tak bije na krwi mojej falach
Jak gwiazda, brzmiąca na wirach błękitu;
Ludzie nie słyszą jej w godowych salach,
Choć ją Bóg słyszy od zmroku do świtu.

Nie tylko rozterki poety wypełniają lirykę Krasińskiego. Zgodnie z duchem epoki, w sytuacji, kiedy się tęskni do odrodzenia będącej pod zaborami ojczyzny, nie sposób ominąć motywów patriotycznych, pięknie, przekonywająco brzmiących wówczas także w poezji Mickiewicza czy Słowackiego. Podobnie jak oni, łączy je często poeta z motywami religijnymi. Wzywając, na przykład, wstawiennictwa Matki Bożej w wielkiej sprawie przybliżenia wolności ojczyzny, pomnaża jednocześnie i wzbogaca lirykę maryjną, jak chociażby w wierszu Hymn:

(...) Królowo Polski, Królowo Aniołów!
Lilio bez zmazy, Ty gwiazdo poranna,
Mieczem boleści siedmiokrotnie ranna,
Wiesz, co rozpaczy wrzący w sercu ołów,
Co krzyż i gwoździe, i rany, ciernie,
Wiesz, co krwi ziemskiej i łez ziemskich cieki
I jak konania ból boli bezmiernie –
Bądź nam Aniołem, teraz i na wieki! (...)

Zguba wciąż bliska, a triumf daleki

Niepokój, spowodowany narastaniem wrzenia rewolucyjnego w kraju, został wyrażony w Psalmach przyszłości (1845), które doczekały się ostrej polemiki ze strony Juliusza Słowackiego, dającego Odpowiedź na Psalmy przyszłości.
W dostojnej formie, W psalmie wiary, Krasiński kolejny raz wyraża właśnie swoją wiarę w Boski plan dziejów, która pozwala mu być raczej po stronie ewolucyjnej drogi doskonalenia się ducha. Psalm nadziei zapowiada nadejście nowej epoki, która ma być epoką Ducha Świętego, epoką Czynu, ale, jak idealistycznie marzy poeta, ma to być czyn moralnie czysty.
Z kolei w Psalmie miłości, przerażony obserwowanymi podczas pobytu w kraju w latach 1844-1845 wezwaniami do akcji powstańczych, już bezpośrednio protestował przeciw działaniom rewolucyjnych demokratów, prowadzących do walki zbrojnej, a więc do rzezi, mordu, przelewu krwi, co już zupełnie było nie do przyjęcia dla etyki Krasińskiego.
Nie podzielał nastrojów Wiosny Ludów, nie popierał idei tworzonego przez Mickiewicza legionu. Był zdecydowanym przeciwnikiem walki zbrojnej, chrześcijaństwo połączył z historyzmem: wyzwolenie Polski w jego przekonaniu, o czym już była mowa, miało nadejść z wyroku Bożego. 
Chociaż nie zawsze i nie we wszystkim zgadzał się z Mickiewiczem, jednakże śmierć wieszcza w 1855 roku stała się dla Krasińskiego pretekstem do oddania należnej czci wielkiemu poecie.
Lata płynęły. Ani podejmowane przez innych działania, ani oczekiwanie liczące na cud nie przynosiły namacalnych wyników. Wszystko to niekorzystnie wpływało na nastrój wrażliwego poety. W jego liryce zaczynają się szerzyć nastroje katastroficzne (Świat wybawienia już sobie nie zjedna...).
Myśl coraz bardziej dręczy świadomość, że wymarzona wolność, w którą się, bez wątpienia, wierzy, nie będzie jeszcze, niestety, udziałem jego pokolenia:

(...) Ach! płyną lata! ach! płyną i wieki,
Nim się Myśl Boża w ciało przeistoczy!
Zguba wciąż bliska – a triumf daleki – 
Nim słońce wejdzie, rosa wyżre oczy!

My tak kochali – a pili truciznę!
My tak żyć chcieli – a żyli w zamroczy!
Inni, ach! będą oglądać ojczyznę! –
Nim słońce wejdzie, rosa wyżre oczy!  

Rozgoryczony zbyt długim oczekiwaniem odrodzenia ojczyzny Krasiński ma tego świadomość, że jego harfa wydobywa często nienajweselsze tony, że zdarzają się chwile, kiedy w ogóle chciałaby zamilknąć, próbuje się zatem wytłumaczyć przed czytelnikiem: 
I słowik tylko po święty Wit śpiewa
Pytasz się, czemu ucichły me pieśni
I jęk się często z mych piersi odzywa?
Bo w snach się moich nic dobrego nie śni. –
I słowik tylko po święty Wit śpiewa.

Straszne się w duszy naradza przeczucie,
Wszystko się łamie – rozstraja – rozrywa:
Nie każ mi śpiewać na rozpaczy nucie! –
I słowik tylko po święty Wit śpiewa. 

Ponad krwią, lejną mordami, nie bojem,
Nie umie harfa zabrzmieć nieszczęśliwa;
Wtedy milczenie jedynym jej strojem –
I słowik tylko po święty Wit śpiewa.

Jako że Wit nie należy do zbyt znanych świętych, przypomnijmy, że jego imieniny najczęściej są obchodzone 15 czerwca. Słowik śpiewa pięknie, ale, niestety, niedługo. 
To samo pióro zdobywa się jednak czasem na tonację bardziej optymistyczną, pokrzepia na duchu i samego poetę, i tych, do których kieruje swoją niezachwianą, jak się wydaje, wiarę w to, że, wcześniej czy później, Polska zmartwychwstanie: 

Cokolwiek będzie, cokolwiek się stanie,
Czy strach i popłoch zdejmie ziemię wszędzie,
Aż świat od osi zadrży po krawędzie;
Czy mądrość święta w pokoju zasiędzie
I pod nią ziemia ta odetchnie biedna –
A ona wszystko zgodzi i pojedna;
Cokolwiek będzie, cokolwiek się stanie,
Jedno wiem tylko: sprawiedliwość będzie,
Jedno wiem tylko: Polska zmartwychwstanie,
Jedno wiem tylko: na dziejów przestrzeni
Grób nasz nam w życia gmach się przepromieni,
Jedno wiem tylko: krzykniemy serdecznie:
"Bądź Ty pochwalon, święty Boże, wiecznie!".

Ten, napisany w 1857 roku wiersz Krasińskiego, cieszył się dużą popularnością ze względu na swój optymistyczny profetyzm. 

Ostatnie lata życia

upływają poecie w bardziej kameralnej atmosferze, wypełnione, jak ujęła to Maria Straszewska, (...) lirykami, po części intymnymi, erotycznymi, w większości refleksyjnymi, pisanymi często w tonacji elegijnego smutku, z występującymi w nich motywami cierpienia, wewnętrznego rozdarcia. 
Warto odnotować, że podsumowują one niejako wątek osobisty w życiu poety. Rzec można, że docenił nareszcie żonę, gdyż ostatnie wiersze kierował głównie do niej, do Elizy, pisał na jej cześć. Było to związane m.in. z rozczarowaniem do uwielbianej drugiej kochanki, Delfiny Potockiej. Dawna egzaltacja jest wyciszona, zamienia się teraz raczej w skruchę.
Bezcenną kopalnią wiedzy historiozoficznej, uczuciowości romantycznej są także listy Krasińskiego, zdradzające nieprzeciętne walory literackie. Były one wydawane w XX wieku, w czym wielka zasługa Zbigniewa Sudolskiego, badacza romantyzmu, wielbiciela twórczości wszystkich wieszczów tego okresu (z Norwidem włącznie), autora obszernych monografii o nich, w tym także o Krasińskim. 
Inna z kolei znawczyni tejże epoki, Dorota Siwicka, konstatuje: Listy Krasińskiego są również niepowtarzalną w romantyzmie – i rzadką w literaturze polskiej – próbą literackiego opisu doznania własnej egzystencji. Krasiński odczuwał istnienie jako nieustanne zbliżanie się do śmierci. Gdy próbował określić swą tożsamość, uchwycić i opisać swoje "ja", wyobraźnia podsuwała mu obrazy umierania, rozpraszania się osobowości, rozkładu ciała, cierpienia (...). Wyobraźnia tanatyczna – kontynuuje badaczka – (określenie "tanatyczna" pochodzi od imienia greckiego boga śmierci Tanatosa) skupiona wokół "ja" Krasińskiego łączyła się z jego historiozoficznym katastrofizmem, z poczuciem rozpadu społecznego i zbliżającego się kresu epoki. W listach jedynym ratunkiem i oparciem dla "ja" staje się miłosne marzenie (...).
A zatem, Eros i Tanatos, Miłość i Śmierć – dwa najważniejsze wątki egzystencjalne przewijają się przez kierowaną do różnych osób (m.in. do ojca Delfiny Potockiej) korespondencję Krasińskiego. (...) śmierć i miłość – obydwie zarówno – jak napisze już w innej epoce Jan Lechoń, największy wśród skamandrytów wielbiciel romantyzmu. 
Śmierć dosięga Krasińskiego w Paryżu 23 lutego 1859 roku, niedługo po odejściu w zaświaty rodzica, tak mocno wpływającego za życia na syna, że to prawie równoległe przeniesienie się obu do lepszego świata można potraktować jako fakt symboliczny: ojciec zabiera syna ze sobą, jakby mu nie ufał, jakby się bał, że Zygmunt nie da rady, znowu wybierze coś, co nie sprzyja zachowaniu świetności rodu. Ziemskie szczątki poety spoczęły w grobie rodzinnym w Opinogórze.
Na szczęście, historia literatury kieruje się innymi kryteriami. Niezależnie więc od tego, jakie koleje losu przypadły Krasińskiemu w udziale, dorobek tego poety stanowi najwyższe osiągnięcie polskiego, a nawet europejskiego romantyzmu.