945 lat temu zamordowany został biskup krakowski Stanisław – przyszły patron Polski


Na zdjęciu: obraz Juliusza Knoora „Biskup Stanisław Szczepanowski rzucający klątwę na króla Bolesława Śmiałego” (ok. 1840 r.), fot. zbiory cyfrowe Muzeum Narodowego w Krakowie.
945 lat temu, 11 kwietnia 1079 r. w Krakowie z polecenia króla Bolesława II Szczodrego wykonano wyrok na biskupie Stanisławie ze Szczepanowa. Jego śmierć wpłynęła na losy Polski w kolejnych dekadach, a postać biskupa stała się ważnym symbolem rodzącej się wspólnoty narodowej.








Niewiele jest wydarzeń i postaci czczonych w polskiej historii po niemal tysiącleciu. Wśród nich jest między innymi święty Stanisław ze Szczepanowa. Żywej pamięci o jego historii sprzyja doskonałe, jak na okres wczesnego średniowiecza, udokumentowanie jego biografii oraz wpisanie się tej historii w stale obecne w kulturze europejskiej zagadnienie konfliktu pomiędzy prawem stanowionym przez władzę państwową i nakazami religii. W dziejach średniowiecza najsłynniejszym tego rodzaju starciem dwóch władz był spór króla Anglii Henryka II z biskupem Becketem w XII wieku, niemal stulecie po wydarzeniach, które wstrząsnęły Polską. Obwiniony za śmierć Becketa król musiał dokonać publicznej pokuty i wykonać inne gesty pojednania wobec Kościoła, lecz zachował władzę. Skutki śmierci Stanisława ze Szczepanowa były znacznie dotkliwsze, zarówno dla króla, jak i dla międzynarodowej pozycji Polski. Jak napisał w „Szkicach historycznych jedenastego wieku” dziewiętnastowieczny mediewista Tadeusz Wojciechowski: „Przy grobie Stanisława jest o czym pomyśleć”.

Nie znamy dokładnej daty narodzin przyszłego biskupa. Urodził się między rokiem 1035 i 1040, a więc w jednym z najtrudniejszych momentów w dziejach Polski wczesnego średniowiecza. Państwo zostało niemal całkowicie zniszczone w wyniku buntów ludowych oraz najazdu czeskiego księcia Brzetysława. Żmudna odbudowa państwa prowadzona za panowania Kazimierza Odnowiciela nie przyniosła odrodzenia potęgi Polski z czasów panowania Bolesława Chrobrego, ale ustabilizowała funkcjonowanie monarchii. Bardziej ambitną politykę, szczególnie na arenie międzynarodowej, prowadził jego syn Bolesław, nazywany przez późniejszych kronikarzy Śmiałym lub Szczodrym.

Zasiadł na tronie książęcym w Gnieźnie w 1058 r. Angażował się w konflikty w Czechach, na Rusi i Węgrzech. Na czasy jego panowania przypadł także rozdzierający Europę konflikt cesarza Henryka IV z papiestwem o symboliczną dominację nad światem chrześcijańskim. Bolesław Śmiały stanął po stronie Rzymu, co prawdopodobnie przesądziło o jego koronacji królewskiej w 1076 r. „Korona dla Bolesława Szczodrego była papieską nagrodą dla sojusznika i miała być czytelnym znakiem, że to papież jest dysponentem królewskiej godności” – pisał Stanisław Szczur w „Historii Polski średniowiecza”.

Poglądy biskupa Stanisława w kontekście tych wydarzeń nikną w milczeniu źródeł. Jak zauważają historycy, już współcześni byli bardzo niechętni w mówieniu o konflikcie duchownego i króla. Piszący swoją kronikę niemal pół wieku po śmierci Stanisława Gall Anonim miał bardzo niewiele informacji na temat pierwszego w dziejach Polski wielkiego konfliktu władzy świeckiej i duchownej. Nasz obraz wydarzeń ukształtował późniejszy o ponad półtora stulecia Wincenty Kadłubek. Jego wizja dalece wykracza poza opis konfliktu politycznego dwóch mężów stanu. Warto jednak na wstępie przyjrzeć się bezpośrednim przyczynom wydarzeń roku 1079.

Stanisław stał na czele diecezji krakowskiej od 1072 r. Miał za sobą co najmniej dziesięcioletnie doświadczenie w zarządzaniu krakowskim kościołem. Od schyłku lat pięćdziesiątych zasiadał w kapitule katedry krakowskiej. Wcześniej kształcił się między innymi w szkołach katedralnych we Francji i Rzeszy. Jego kontakty i wykształcenie prawdopodobnie pomogły w zabieganiu o koronę królewską dla księcia Bolesława. Szybko jednak poróżnił się z władcą.

„Można w nim podziwiać męstwo, energię i wielki talent. Ale gniew jego nie znał hamulca, a pycha granic” – pisał Paweł Jasienica w „Polsce Piastów”. Wielokrotnie cytowany przez Jasienicę Wincenty Kadłubek pisał, że biskup Stanisław krytykował króla za okrucieństwo wobec poddanych. Szczególnie poniżające kary Bolesław miał stosować wobec żon rycerzy i możnowładców, które nie dochowały wierności mężom biorącym udział w długotrwałych wyprawach wojennych organizowanych przez króla. Częstotliwość podejmowanych przez Bolesława Szczodrego wypraw wpływała także na stan majątków możnowładców. Charakterystyczne dla tego okresu łupiestwo nie ograniczało się wyłącznie do przedmiotów. W czasie wojen zagarniano ogromne, jak na owe czasy, rzesze mieszkańców kraju wroga, aby osiedlić je na swoich ziemiach jako chłopów lub szczególnie cenionych wykwalifikowanych rzemieślników. Kolejne ryzykowne wyprawy wojenne nie pozwalały jednak możnowładcom i kształtującej się warstwie rycerskiej na odpowiednie spożytkowanie wywalczonych zdobyczy, co prowadziło do narastającego niezadowolenia z postawy króla. Elity mogły szukać oparcia wśród przedstawicieli Kościoła, między innymi dotychczasowego sojusznika władcy – biskupa Krakowa.

Wśród przyczyn konfliktu mediewiści wymieniali między innymi spór wokół wprowadzanych wówczas reform zmierzających do uniezależnienia Kościoła od woli władców. Osią konfliktu mogła być również kwestia obsady arcybiskupstwa gnieźnieńskiego lub plany zmniejszenia rozległej diecezji krakowskiej, poprzez powołanie nowych biskupstw. Wiele na temat sytuacji politycznej mówi lakoniczna wzmianka z kroniki Wincentego Kadłubka. „Spiskowaniem królowi gotowano zagładę” – zapisał kronikarz. Jak zauważa Stanisław Szczur udział w takim spisku, niezależnie od pozycji społecznej, mógł skutkować najsurowszymi konsekwencjami. „Wystąpienie biskupa przeciwko królowi traktowane było jako zdrada, niezależnie od motywów jakimi kierował się biskup” – podsumowywał mediewista.

Prawdopodobnie po powrocie z wyprawy na Ruś, około roku 1077, król przystąpił do rozprawy z opozycją. Jak pisał Tadeusz Grudziński w monografii „Bolesław Śmiały-Szczodry i biskup Stanisław. Dzieje konfliktu”, król mógł liczyć, że bardzo surowe ukaranie biskupa-zdrajcy szybko ugasi bunt. „Stało się to 11 kwietnia 1079 r. Jak już wspomniałem, rozpatrywanie fikcyjnego problemu, czy nad Stanisławem odbył się sąd królewski, czy też biskup zginął z rozkazu Bolesława, pozbawione jest dla tych czasów wszelkiego sensu. Wola monarchy miała wymiar legalnego wyroku, dlatego też decyzję króla musimy uznać za pozostającą w granicach jego uprawnień i to nawet przy przyjęciu, że w opinii współczesnych kara była zbyt surowa w stosunku do +grzechu+ biskupa” – podsumowywał mediewista. Powołując się na inne przykłady średniowiecznych egzekucji za zdradę Grudziński uznał, że śmierć biskupa Stanisława musiała mieć charakter publiczny, prawdopodobnie na dziedzińcu siedziby króla na Wawelu. W ten sposób chciano zastraszyć opozycję antykrólewską. Wydaje się, że śmierć biskupa nie zrobiła na przeciwnikach króla oczekiwanego wrażenia. Prawdopodobnie już latem 1079 roku przeciwko królowi ruszyły oddziały wrogich mu możnowładców. W obliczu klęski król postanowił udać się na wygnanie. Wybrał przyjazne sobie Węgry. Zmarł w 1081 lub 1082 r., według jednej z hipotez otruty przez swoich przeciwników.

„Jeśli patrzeć na główne linie polityki, umieszczając je na tle zagadnień europejskich – wolno uznać Bolesława za umysł niemal genialny. Ale wykonanie szczegółów godne bywało szaleńca i ostatecznie wszystko popsuło” – podsumowywał S. Szczur. Podobnym rozmachem w działaniach politycznych nie charakteryzował się jego następca, brat Bolesława, Władysław Herman. Rzeczywistą władzę w państwie powierzył palatynowi Sieciechowi, a później swoim dwóm synom – Zbigniewowi i Bolesławowi. Nigdy nie pokusił się o starania o koronę królewską. Kolejna koronacja królewska odbyła się w jednoczącej się Polsce dopiero w 1295 roku. Kolejne koronacje, od wstąpienia na tron Władysława Łokietka, odbywały się na Wawelu, przed relikwiarzem ze szczątkami świętego Stanisława.

Śmierć biskupa oraz wygnanie króla Bolesława Szczodrego na dekady wpłynęły na losy państwa. Wielkie znaczenie dla przyszłości Polski miały także „pośmiertne losy” Stanisława. W 1088 r. jego ciało pochowano na Wawelu. Kilkadziesiąt lat później narodził się jego kult, wyprzedzający o ponad stulecie oficjalną kanonizację ogłoszoną w 1253 roku.

Historycy zwracali uwagę także na szczególny wymiar opowieści o męczeństwie św. Stanisława zapisanej w kronice Kadłubka. „Napisana u progu XIII w. kronika Mistrza Wincentego przez kolejne trzy stulecia nie miała żadnej konkurencji jako popularna opowieść o polskiej historii. Jednocześnie był to wzór pewnego modelu politycznego, który Mistrz przedstawiał jako najlepszy. Określał go już mianem +Rzeczypospolitej+” – powiedział w rozmowie z PAP prof. Andrzej Nowak. Święty Stanisław w oczach Wincentego Kadłubka stawał się patronem rodzącej się wspólnoty politycznej.

„W tym okresie zaczyna się kształtować wspólna tożsamość mieszkańców królestwa. Wcześniej byli najprawdopodobniej tylko +tutejsi+ i +obcy+. Ten proces wymagał jednak symbolu, męczennika. A że nie mieliśmy ich zbyt wielu, wybór padł na Stanisława. W XIII-wiecznych kronikach Wincentego z Kielczy staje się on patronem zjednoczenia rozbitego przecież królestwa, którego członki mają się z boskiej woli zrosnąć, niczym członki Stanisława trzy dni po męczeńskiej śmierci” – mówił w 2014 r. w rozmowie z Polskim Radiem profesor Henryk Samsonowicz.

W roku 1979, po upływie 900 lat od śmierci Stanisława, do Polski przybył jego następca na tronie biskupim w Krakowie, wybrany kilka miesięcy wcześniej papieżem Jan Paweł II. W homilii wygłoszonej na krakowskich Błoniach mówił: „Święty Stanisław stał się też w dziejach duchowych Polaków patronem owej wielkiej, zasadniczej próby wiary i próby charakteru. Czcimy go jako patrona chrześcijańskiego ładu moralnego, albowiem ład moralny tworzy się poprzez ludzi. Dochodzi w nim więc do głosu ogromna ilość takich właśnie prób, z których każda jest próbą wiary i próbą charakteru. Od każdej zwycięskiej próby w ostateczności zależy ład moralny. Każda próba przegrana przynosi nieład. Wiemy też doskonale z całych naszych dziejów, że absolutnie, za żadną cenę nie możemy sobie pozwolić na ów nieład. Za to już wiele razy gorzko zapłaciliśmy w historii”.

Na podstawie: PAP